Śniadanka z czterech stron świata

6/06/2019

Śniadanka z czterech stron świata


Śniadanie - symbol wszelkiego początku. Zachęca do wyskoczenia z łóżka, zapowiadając kolejny fascynujący dzień, i daje impuls do działania. Jakże ważne jest aby w świecie rozpędzonym jak superszybki japoński pociąg shinkansen znaleźć chociaż kilkanaście minut na poranny posiłek. I zjeść go w spokoju, przy stole. - Vanessa Lewis "Śniadanka z czterech stron świata".

Celebrowanie posiłków razem z bliskimi jest czymś co uwielbiam robić. I każdy taki dzień, kiedy można świętować wspólny czas przy jedzeniu jest dniem idealnym. Wspólne jedzenie zbliża, a i samo w sobie lepiej wtedy smakuje!

Swoją premierę ma właśnie książka Vanessy Lewis "Śniadanka z czterech stron świata". Autorka zabiera nas w kulinarną podróż dookoła świata. Wybierzemy się dzięki niej do Francji, żeby skosztować miniaturowych croissantów czy uproszczonego croque monsieur, w Jordanii spróbujemy falafela, w Indiach czeka na nas żółty dal i bananowo-limonkowo-kokosowe lassi, a w Chinach dim sum. Większość śniadań jest dla mnie totalnym odkryciem i nawet nie znałam ich nazw. Przepisy w książce są inspirowane kuchniami narodowymi, ale niekoniecznie są to najpopularniejsze potrawy w danym kraju. Dobrane są tak, aby stworzyć książkę z różnorodnymi propozycjami, na wypieki, jajka, ryby, danie z ryżem lub makaronem, śniadanie które można przygotować 5 minut, jak i to stanowiące prawdziwą weekendową ucztę.

„Śniadanka z czterech stron świata” to kulinarna książka stworzona z myślą o kubkach smakowych najmłodszych. Każdemu państwu poświęcono kilka słów wyjaśnienia: opisana została geneza posiłku i jego kulturowe tło. Tak, aby zaciekawić młodego smakosza podczas wspólnego gotowania oraz jedzenia, jak i skłonić go, by palcem po mapie przekraczał kolejne kontynenty w poszukiwaniu ulubionego śniadania! 

Propozycje przepisów na polskie śniadanka w książce przygotowało moje ulubione czasopismo kulinarne „KUKBUK".

Mam słabość do książek kucharskich. A tym bardziej do tak pięknie wydanych. Biorąc do ręki "Śniadanka z czterech stron świata" od pierwszego momentu wiem, że jest to pozycja wyjątkowa. Absolutnie zachwycające zdjęcia Vanessy Lewis zdobią strony "Śniadanek". Jest to dokładnie taki typ fotografii jaki lubię - zdjęcia delikatne, jasne, klimatyczne, urocze, ale jednocześnie nie cukierkowe. Vanessa fotografuje jedzenie od osiemnastu lat, ale "Śniadanka" są jej pierwszym autorskim projektem i trzeba przyznać, że stworzyła coś wyjątkowego.

Ja Wam gorąco polecam tę książkę, nie tylko jako inspiracje do stworzenia uczty dla podniebienia, ale też dla prawdziwiej uczty dla oka. Ja zachwycam się każdą stroną!

Zostawiam Wam link, gdzie możecie zamówicie książkę (LINK TUTAJ).










Coffee moment - czyli nowy ekspres Philips LatteGo

5/29/2019

Coffee moment - czyli nowy ekspres Philips LatteGo



Ten moment, kiedy można wreszcie usiąść w domu. Zrelaksować się z filiżanką dobrej kawy. Obecnie takie chwile to u nas luksus. Nasz czas jest tak przepełniony obowiązkami związanymi z pracą i przeprowadzką, że momentami ciężko to ogarnąć. Dlatego tym bardziej cieszy mnie fakt, że ostatnio mam doskonałego kompana w tych chwilach. Ekspres ciśnieniowy Philips 2200 LatteGo EP 2235/40 towarzyszy nam już jakiś czas i muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie piłam kawy tak często jak teraz i to tak dobrej.




Ekspres Philips LatteGo to doskonała opcja dla tych osób, które cenią sobie wygodę użytkowania, świetny wygląd i oczywiście pyszną kawę. Możecie w nim przygotować 3 rodzaje kaw: espresso, cappuccino oraz kawę czarną. Jest też oczywiście opcja przygotowania samej gorącej wody.









Ja najczęściej wybieram opcję cappuccino, gdyż jest to moja absolutnie ulubiona kawa, więc skupię się może na tym i opowiem Wam kilka słów właśnie o tej opcji.

Rzeczą, która bardzo przypadła mi tutaj do gustu jest funkcja „Moja kawa”, która pozwala na dostosowanie mocy oraz ilości kawy do naszych preferencji smakowych. Jest to dla mnie ogromny plus, ja najzwyczajniej w świecie nie przepadam za taką bardzo mocną kawą, tylko wolę opcję pośrednią, natomiast mój mąż kocha kawę mocną, która bardziej stawia na nogi. Tak więc tutaj dosłownie w kilka sekund każdy może dostać kawę o takiej mocy, jaką preferuje. 

Druga rzecz, która mnie zachwyca to pojemnik LatteGo. Pojemnik na mleko, który nie dość, że łatwo zamontować i ściągnąć, to równie prosto się go myje. Jeśli nie wykorzystamy całego mleka, nie trzeba go wylewać, tylko można wsadzić do lodówki z całym zamkniętym pojemnikiem i wykorzystać to mleko później. To pierwszy ekspres w naszym domu, który ma opcję spieniania mleka i powiem, że to jest to, czego mi zawsze brakowało. Delikatna, a zarazem gęsta i pyszna pianka...mmm to coś fantastycznego. Dlatego chyba teraz tak często sięgam po kawę.

Możecie oczywiście korzystać z kawy mielonej lub ziarnistej. Jeśli mamy do czynienia z ekpresem automatycznym z młynkiem, to tym bardziej ja jestem fanką ziarnistej i zmielenia jej przez ekspres tuż przed zaparzeniem. Smak jest wtedy najlepszy z możliwych, a kawa bardziej wyrazista i aromatyczna niż w przypadku wcześniej zmielonych ziaren.

Jeżeli chodzi o wykonanie ekspresu, jego użytkowanie i czyszczenie, to muszę powiedzieć, że oceniam wszystkie te rzeczy bardzo wysoko. Jak sami widzicie pięknie się komponuje z takim stylem jaki lubię i jest ozdobą sam w sobie. Wszystkie elementy są bardzo porządnie wykonane. Złożenie go i przygotowanie do pierwszego użycia nie było żadnym problemem. Jest intuicyjny i korzystanie z niego jest dziecinnie proste. Podobnie jak czyszczenie wszystkich elementów z resztek wody, kawy. Wszystko można szybko wyjąć, rozebrać na części i swobodnie umyć, a trwa to bardzo krótko.





Muszę przyznać, że użytkowanie tego ekspresu jest niewątpliwą przyjemnością. Jestem bardzo ciekawa czy Wy również jesteście zwolennikami ekspresów ciśnieniowych, czy wybieracie inne formy przygotowywania kawy.

A jeśli chcecie sprawdzić dokładnie ten model ekspresu, który opisałam, zajrzyjście do Komputronika (link tutaj).

Atlas szczęścia

11/19/2018

Atlas szczęścia




Dwa lata temu, pod sam koniec października pojawił się na blogu post o książce, dzięki której wiele osób poznało pewne słowo, które już na zawsze wpisze się w jesienno-zimowy czas. To oczywiście "hygge". To też był moment kiedy, przynajmniej w moim odczuciu, zaczęliśmy bardziej skupiać się na pojęciu szczęścia. Zaczęliśmy spoglądać jak to szczęście wygląda w innych krajach. No i przede wszystkim co takiego robią mieszkańcy Danii, bo przecież hygge właśnie stamtąd pochodzi, że są najszczęśliwszym narodem świata :) Helen Russel, której pierwsza książka była właśnie o życiu po duńsku i tej sławnej duńskiej szczęśliwości postanowiła pójść krok dalej. Zainspirowana relacjami, których wysłuchała przy pisaniu swojego pierwszego tytułu, zaczęła badać temat tego jak rozumiane jest szczęście w innych krajach. W swojej nowej książce "ATLAS SZCZĘŚCIA" próbuje odpowiedzieć na pytanie, czym w różnych miejscach jest dobre życie. I nie chodzi tutaj o świeczki, kocyki i ciepłą herbatę, tak w ramach uprzedzenia tych, którzy temat hygge mają w jednym paluszku ;)

Autorka zabiera nas do kilku krajów z całego świata, m.in. Australii, Brazylii, Chin, Francji, Grecji, Hiszpanii, Japonii, Kanady, Tajlandii, USA, Włoch. Odkrywa przed czytelnikiem podejście mieszkańców tych krajów do życia i odczuwania szczęścia, a także daje krótkie i proste wskazówki jak można zmienić swoją codzienność czerpiąc z kultury innych narodów.

Nie będę Wam streszczać każdego z rozdziałów, ale zatrzymam się na dwóch ulubionych. Jeden z nich dotyczy mojej ukochanej Hiszpanii. Czytając te kilka stron dotyczących Hiszpanów przeniosłam się w czasie o kilka lat i wylądowałam na ostatnim roku studiów, które spędziłam na Erasmusie w otoczeniu bardzo zacnej grupy z Hiszpanii. Mieszkaliśmy w jednym akademiku, jadaliśmy wspólnie posiłki, wspólnie wybieraliśmy się na imprezy i w związku z tym mogłam prawie przez rok obserwować jak podchodzą do codzienności. Czytając teraz w książce, że "W Hiszpanii jedzenie jest podstawą dobrego życia." czy też "W Hiszpanii nie istnieje życie towarzyskie bez jedzenia i picia" mam przed oczami obraz dłuuuuugich, bardzo długich obiadów i kolacji, spędzanych wspólnie przy stole. Sobremesa, czyli jak pisze autorka słowo określające okres po posiłku, kiedy jedzenie się już skończyło, ale rozmowa dalej płynie, to coś co przeżyłam na własnej skórze. Obiad w restauracji, który zawsze trwał jakieś 2 godziny, bo wszyscy jedli i gadali, gadali i jedli :) Haha, cudowne wspomnienie. Jeśli przeczytacie o tym, że Hiszpanie są z natury ekstrawertyczni, lubią rozmawiać o sprawach prywatnych i niczego nie zatajają, a poza tym lubią trochę dramatyzować, to zdradzę Wam takie określenie, którego zostałam nauczona przez naszych przyjaciół - radio patio. Było to dokładnie to o czym piszę wyżej połączone jeszcze z faktem, że z nich są straszni plotkarze :)))

Drugim moim ulubionym rozdziałem z książki jest opowieść o Japończykach i wabi-sabi. Pojęcie to może być Wam już znane, ponieważ w tej chwili staje się coraz bardziej popularne. Zwłaszcza, że trend wabi-sabi znalazł swoje miejsce również we wnętrzarstwie i ostatnio było o nim głośno. Jeśli jednak nie wiecie o co chodzi, to tak krótko mówiąc jest to światopogląd oparty na akceptacji przemijania i niedoskonałości. To docenianie rzeczy takimi jakie są, bez oczekiwania perfekcji. W Japonii uczą się celebrować niedoskonałość. Jak doświadczyć wabi-sabi według autorki? Doceniajmy to co wiekowe, doświadczone, nie tylko przedmioty. Doceniajmy też ludzi, którzy nie są doskonali. Znajdźmy miejsca, w których można naładować baterie: w lesie, w parku, nad brzegiem rzeki. Wszędzie tam gdzie można doświadczyć asymetrii i cudowności natury.

"ATLAS SZCZĘŚCIA" to bardzo ciekawa lektura, która pozwala przenieść się w świat i poznać inne kultury. Ja takie pozycje w biblioteczce bardzo lubię, więc z przyjemnością oddałam się lekturze. Wam również bardzo polecam.

P.S. Wśród krajów opisywanych w książce nie ma Polski i bardzo jestem ciekawa co by autorka napisała o nas :) Jaka jest nasza recepta na szczęście i dobre życie. Macie jakieś pomysły? :)







Jesienne kolory we wnętrzu

11/12/2018

Jesienne kolory we wnętrzu

Jesienne kolory są jednymi z najpiękniejszych i najbardziej przytulnych. Kolory liści i złote dodatki fantastycznie ocieplają wnętrza. Doskonale sprawdzą się w typowo skandynawskim wystroju, który pełen jest bieli i szarości. Idealnie korespondują również z czernią i odcieniami grafitu. Wszystko tworzy piękną, elegancką, ciepłą mieszankę, która doskonale wpisze się w obecne trendy wnętrzarskie. Do poniższych propozycji z powodzeniem możecie dodać białe, czarne, czy też szare meble. Świetnie będą wyglądały również te w naturalnym drewnie. Marmur, stal? Sprawdzą się idealnie. 




Jeśli martwicie się, że takie kolory szybko się znudzą to możecie zdecydować się tylko na kilka dodatków, a najlepiej tekstyliów. Poszewki na poduszki są niedrogie, a ich zmiana jest ekspresowa. Chociaż ten kolor jest mimo wszystko dość uniwersalny. Łączy się on fantastycznie nie tylko z wspomnianymi: bielą, szarością i czernią, które są ponadczasową bazą do wszelkich wariacji kolorystycznych. Jeśli zamienicie np. czerń na pudrowy róż będziecie mieć bardzo ciepłe, przytulne, jasne i kobiece wnętrze. Zamiast pudrowego różu możecie dodać granat i otrzymujecie elegancję oraz nowoczesność w czystej postaci. Wisienką na torcie są tutaj złote dodatki.

Wszystkie dodatki, które znajdują się w poście pochodzą z: HM Home, Westwing Now oraz Jysk.

Górska Osada - czyli idealna miejscówka u podnóża Tatr

6/27/2018

Górska Osada - czyli idealna miejscówka u podnóża Tatr



Ostatni weekend, mimo że był pierwszym letnim weekendem, przyniósł prawdziwie jesienną pogodę. Akurat wtedy, gdy mieliśmy zaplanowany wyjazd w góry. Na początku byłam mocno zmartwiona, żeby nie powiedzieć zdołowana. Później jednak uznałam, że nie ma złej pogody, a jedynie złe ubrania. Idąc w tym kierunku spakowałam dla nas ciepłe bluzy, swetry, kurtki i całą resztę i stwierdziłam, że najważniejsze być razem z uśmiechem na ustach, a reszta jakoś będzie. I miałam rację. Mimo że pogoda była momentami obrzydliwa (choć nie cały czas, jak widać na zdjęciach), to spędziliśmy cudowny weekend.

Odwiedziliśmy wspaniałe miejsce w Poroninie - Górską Osadę. To nie był mój pierwszy pobyt tam, więc jechałam z nastawieniem na wspaniale spędzony czas, bo to miejsce wspaniałe po postu jest. Domowa atmosfera, przepiękne i przytulne domki, które są dopracowane w każdym calu i piękne otoczenie - to jest to wszystko na co możecie liczyć w Górskiej Osadzie.
Tym razem mieliśmy do dyspozycji domek Luxury Chalet V Gronostaji. W sumie każdy domek jest piękny i ma swój niepowtarzalny urok, ale ten jest jednym z dwóch największych, które chyba mi osobiście najbardziej przypadają do gustu.

Nasz domek składał się z dużej przestrzeni na parterze, gdzie jest salon, otwarta i w pełni wyposażona kuchnia (macie tam w sumie wszystko czego potrzebujecie, poza agd takim  jak lodówka, płyta, piekarnik, zmywarka, ekspres, czajnik, toster, znajdziecie tam też wszystkie potrzebne garnki, patelnie, zastawę stołową itd.), bardzo przyjemny kącik jadalniany z dużym stołem i łazienka. Strefa wypoczynkowa to ogromna kanapa tuż przy pięknym dużym kominku, gdzie można miło posiedzieć wieczorem.
Na piętrze do dyspozycji są dwie oddzielne sypialnie (jedna z łazienką). W każdej jest podwójne łózko i dodatkowa sofa. Trzecie podwójne łóżko jest pomiędzy dwiema sypialniami i można je oddzielić od całości zasłoną, tworząc w ten sposób przyjemny, prywatny kącik. Tak właściwie można wyjechać z dużą rodziną i wszyscy się spokojnie pomieszczą.
Domki zachwycają dbałością o detale. Wszystko jest doskonale dopracowane, funkcjonalne i sprzyja cudownemu wypoczynkowi. Gdybym miała wystawić ocenę to byłoby to 10 na 10 punktów.

Nasz syn był zachwycony placem zabaw, który jest tuż przy domkach. Fantastyczna drewniana konstrukcja spełni chyba oczekiwania wszystkich dzieciaków. Jest się gdzie wspinać, gdzie pobawić w dom, pozjeżdżać na zjeżdżalni. Są huśtawki i piaskownica, a także ogromna trampolina. Tak więc jest co robić. My wykorzystaliśmy każdą wolną od deszczu chwilę, żeby mały mógł się tam pobawić.

Ja to miejsce szczerze uwielbiam i mam nadzieję, że jeszcze w te wakacje uda nam się tam znowu pojechać. Liczę wówczas na lepszą pogodę, bo chciałabym wreszcie pochodzić z małym jakimiś łatwymi szlakami, tak żeby mógł zobaczyć jak w górach jest pięknie. Jeśli Wy natomiast szukacie klimatycznego miejsca, to Górską Osadę bardzo Wam polecam.


















































Copyright © 2017 Skandynawska Weranda