sobota, 29 września 2012

Z pamiętnika podróżnika, część 1 - MARIBOR

Witam Was dziś bardzo ciepło! Ostatnimi czasy cierpię na niedosyt podróży...tych małych i dużych :) Niestety trzeba się jeszcze trochę oszczędzać i jedyne wycieczki to te po Waszych blogach.
Pomyślałam jednak, że może mała podróż do przeszłości byłaby fajnym pomysłem. Zdecydowałam więc, że podzielę się z Wami swoimi wspomnieniami z pewnych uroczych zakątków. Mam nadzieję, że uda mi się co jakiś czas (może co miesiąc) wrzucić nowy post z serii "Z pamiętnika podróżnika".

Zacznę od miejsca w którym wszystko się zaczęło...wszystko tzn. moje podróżowanie (i nie tylko) :)
Tym miejscem jest MARIBOR - małe miasto w północnej części Słowenii. Ze Śląska to jakieś 7 godzin jazdy samochodem - przez Czechy lub Słowację, a później przez Austrię. Maribor leży jakieś 11 km od granicy austriackiej i jest drugim co do wielkości miastem Słowenii. Spędziłam tam 8 i pół miesiąca na studiach. Pierwszy raz jechałam zagranicę i pierwszy raz opuszczałam rodzinny dom na tak długo...było warto..."sLOVEnija" skradła moje serce, a Maribor zawsze będzie w pewnym sensie dla mnie jak dom.


Miasteczko jest malutkie - na tyle malutkie, że przez tyle miesięcy wszędzie chodziłam pieszo, nie trzeba było  korzystać z autobusów, bo dystans 20-30 minut na nogach był niczym. Raz tylko jechałam autobusem, gdy wybraliśmy się na stok narciarski. Właśnie dla narciarzy to świetne miejsce - Pohorje, to genialne warunki do uprawiania tego sportu.

Maribor jest uroczy, góry, winnice, stara zabudowa, szeroka rzeka, zieleń i ten niepowtarzalny klimat. W Mariborze nie widać pędzących ludzi, zgiełku, szumu. Jest czas na wszystko, na spacer, na pyszny obiad, na kawę w jednej z wielu restauracji czy kawiarni. Zadziwiało mnie to, że na uliczkach na każdym kroku są wystawione krzesła i poukładane pledy (prawie przez cały rok). Zadziwiało również to, że w weekendy miasto wymierało...nie było "tradycyjnych" rodzinnych wycieczek do centrum handlowego (w sumie chyba jedynego w całym mieście). Niedziela równała się z zamknięciem większości restauracji oraz centrum handlowego (centrum zamykali chyba koło 15 - nikogo to nie dziwiło i nikt się nie buntował, że nie będzie niedzielnego shoppingu). Tak sobie teraz myślę, że Maribor jest takim slow city.

Mieszkańcy Mariboru jawili mi się przez ten cały czas jako ludzie pogodni i życzliwi. "Zdravo" czyli "cześć, witam" usłyszane od obcych nie dziwiło. Uśmiech na ulicy był czymś normalnym, Poza tym w moim odczuciu  było tam bardzo bezpiecznie. Zero aktów wandalizmu, czy przemocy sprawiało, że nie czułam się tam zagrożona wracając skądś wieczorem. Cicho i spokojnie.

Zaraz obok mojego akademika był piękny park. Uwielbiałam tam siedzieć, spacerować, biegać. Nie tylko ja - mnóstwo mieszkańców tam przychodziło, rozkładali się na trawie, śpiewali, grali na gitarach, tańczyli na trawie, bawili się z dziećmi...trochę jak central park :) i nikt nie karał mandatem za deptanie zieleni :)

Zastanawiam się co jeszcze mogłabym napisać o Mariborze...mam tyle wspomnień i spostrzeżeń, że ten post mógłby zająć 10 razy tyle miejsca :)
Może podsumuję to tym, że ja z pewnością kiedyś tam pojadę w odwiedziny...i zapraszam i Was. Uwierzcie warto!


Rzeka Drava















Pohorje










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz