wtorek, 26 lutego 2013

Bez zbędnych słów :)

Dziś Maksiu kończy 2 miesiące :)
Pogoda za oknem ponura, więc ten szczególny dzień należy jakoś rozweselić. Oto mój sposób na piękną "pogodę" :)

via: pinterest.com





niedziela, 24 lutego 2013

I need spring

Ojjjj bardzo potrzebuję wiosny, bardzo. Tegoroczna zima już mnie umęczyła. Czekam na pierwsze oznaki zieleni za oknem.

Jedyne co w tej chwili mogę zrobić, to wprowadzić trochę wiosennego powiewu za pomocą kwiatów.
Ukochanych tulipanów i hiacyntów.






Wpadł ostatnio w moje ręce stary numer Werandy, z kwietnia 2011 r. Zachwyciłam się artykułem o ogrodach Dereka i Lin Walkerów, którzy mieszkają w zachodniej Anglii. Dwadzieścia tysięcy tulipanów wokół domu! Wyobrażacie sobie?
Nie mogę oderwać oczu od zdjęć.






Uściski dla Was :)

piątek, 22 lutego 2013

Powolutku...

...idzie ku dobremu. W dalszym ciągu Maksio jeszcze ulewa, ale to już jest w granicach normy. Byliśmy na kontroli i lekarz powiedział, że jest w porządku. Mam więc nadzieję, że niebawem to wszystko będzie tylko złym wspomnieniem.

Staram się jakoś odreagować cały ten stres. Czasem uda się przeczytać odrobinę książki, czasem obejrzeć coś w telewizji, a czasem po prostu napić w ciszy i spokoju dobrej herbaty.

Ostatnio wpadła w moje ręce książka "Zakopane odkopane".
Szczerze Wam polecam. Napisana lekko i z humorem. 
Czyta się ją niesamowicie szybko.
Jak mamy z Maksiem dobry dzień i maluch zasypia na dłużej, to siadam z kubkiem herbaty w jadalni i czytam na spokojnie parę stron.
A że jak herbata - to musi być w którymś z moich ulubionych kubków. Ostatnio pada na Green Gate, jeden z czterech :) Pokażę Wam kiedyś resztę.




Skoro już o Green Gate mowa, to przyznam szczerze - I LOVE IT!
Piękne mają te skorupki, oj piękne. No i tekstylia również.
Moja ściereczka, której używam jako mini obrusik też jest z GG.
Znalazłam w sieci genialne fotki mojej skorupkowej miłości (jednej z wielu) ;)

Uściski dla Was i dziękuję za Wasze ciepłe komentarze. Jesteście wielkie.














sobota, 16 lutego 2013

Dom

Już w domu.
Po najcięższym tygodniu jaki przeżyłam wreszcie jesteśmy w domu.
Maksiu już chyba lepiej się czuje. W tej chwili śpi, a ja zaczynam odczuwać skutki codziennej walki ze zmęczeniem i stresem.

Nie macie nawet pojęcia co się czuje w takiej chwili, a jeśli macie to współczuję z całego serca. Los jest okrutny, gdy doświadcza takie maleństwa.

Okazało się, że nasz Skarb miał wadę wrodzoną. Miał pylorostenozę - jest to zwężenie końcowego odcinka  żołądka. Spowodowało to, że pokarm nie mógł przechodzić dalej i mały zwracał wszystko. Jeszcze w piątek rozmawiałam z położną i wyglądało to na zwykłe przekarmienie (wg niej, ja miałam inne przeczucie). Kazała poczekać do poniedziałku. Przez weekend sytuacja jednak się pogorszyła, a w poniedziałek była już dramatyczna. Mały się odwodnił, zaczął przelatywać przez ręce, zapadło mu się ciemię i ogólnie wyglądał strasznie źle. Pobiegłam do lekarza i dostaliśmy skierowanie do szpitala.
Jeszcze tam mieliśmy nadzieję, że to tylko jakiś wirus i stąd wymioty. Jednak gdy wysłali mnie z małym na usg i usłyszałam, że czeka go operacja to nogi się ugięły.

Bartek pojechał szybko do domu, żeby mi przywieźć rzeczy do pobytu nocnego z Maksiem. A ja w tym czasie byłam świadkiem dramatu, jaki przeżywał mój synek. Serce mi pękało, kiedy pielęgniarki próbowały mu na wszelkie sposoby pobrać krew, lecz ze względu na odwodnienie było to strasznie trudne. Udało się po drugim wkłuciu w główkę. Tak strasznie krzyczał, a ja nie mogłam nic zrobić.

Początkowo mówiono nam, że operacja będzie na drugi dzień. Zdecydowali jednak, że nie będą czekać. O 22 zawiozłam Maksia przed blok operacyjny razem z pielęgniarką. Dali mi go jeszcze do ucałowania i nie pozwolili już iść dalej. Wtedy jeszcze się trzymałam. Ale kiedy weszłam do pustej sali wszystko pękło. Nie mogłam powstrzymać łez. Nigdy w życiu tak się nie bałam. Jeszcze w piątek rano Maksiu tak pięknie się do mnie uśmiechnął, tak jak jeszcze nigdy, a w poniedziałek leżał na stole operacyjnym. Bałam się, że już nie zobaczę tego uśmiechu. 
Każdego dnia walczyliśmy oboje. Ja walczyłam o laktację. Mały musiał mieć wprowadzony secjalny system karmienia przez całą dobę. Laktacja mi zanikała i udało mi się ledwo nazbierać pokarmu, żeby starczyło do schematu. Mam nadzieję, że mleko wróci. Teraz już mam małego pomocnika :) Maluch jest znów na piersi, no ale ze względu na duże braki mleka muszę go dokarmiać.

Nawet nie wiecie jak dobijające są takie oddziały. Płacz maleńkich dzieci, kołysanki mam dobiegające z malutkich sal, krzyk "Mamo, boli" - dramat.

Teraz już wszystko idzie w dobrym kierunku. 
Mam nadzieję, że szybko zapomnimy o wszystkim. Chociaż Maksiu, bo mi chyba nigdy się nie uda.

Kochane dziękuję za wsparcie.
I miejcie ku przestrodze naszą historię. Ta przypadłość ujawnia się głównie około 6 tyg. ale jeśli nawet nie to, to miejcie na uwadze wymioty. Przekonałam się jak szybko zdrowe dziecko może zacząć gasnąć w oczach.

Ściskam Was serdecznie. 
Mój Maksiu też.

wtorek, 12 lutego 2013

Trzymajcie kciuki za mojego synka.  To nie była kolka.  Jesteśmy w szpitalu.  Maksiu jest już po operacji. Żadnej matce nie życzę takiego stresu.

niedziela, 10 lutego 2013

Jadalnia, skorupki i zasłonka by Mamusia...oraz DIY retro waga :)

Kochane,

dziś udało mi się znaleźć chwilkę na zamieszczenie posta. 10 minut na odstresowanie, bo od kilku dni się stresu pełno...synuś ma chyba jakąś paskudną kolkę albo coś (mam nadzieję, że to nic poważnego). Ciągle przy nim czuwam, bo na dodatek wymiotuje po jedzeniu :(((

Chciałam Wam wreszcie pokazać jak zagospodarowaliśmy wnękę w jadalni. Moje skorupki wreszcie mają swoje miejsce. A kochana Mamusia uszyła zasłonkę pod półki. Jestem zachwycona efektem. Teraz to to wygląda :)






Pamiętacie mój post o ukochanej retro wadze, która mi się marzy? No więc Mama przytargała starą plastikową wagę, która leżała w domu. Nie byłam przekonana do jej wyglądu, więc troszkę ją podrasowałam taśmą. Co Wy na to?




Ściskam Was gorąco i dziękuję za wszystkie komentarze. Nie odpisuję na każdy z osobna tylko dlatego, że mam mało czasu.
Pozdrawiam!

poniedziałek, 4 lutego 2013

with love...

Moje Drogie,

wiele z Was zna z pewnością Monikę z HOMEabout. Ja natrafiłam na jej bloga stosunkowo niedawno. I absolutnie zachwyciłam się pocztówkami, które robi. Są fenomenalnie piękne. Monika przykłada wagę nie tylko do samych zdjęć na swoje prace, ale i do ich opakowania. Kiedy otwarłam kopertę, to nie wiedziałam czy odpakowywać karteczki, czy zachwycać się ich opakowaniem :) Ślicznie i z sercem.

Pokażę Wam mój zestaw od Moniki, a dodatkowo cudne ceramiczne zawieszki :) Mam kilka pomysłów gdzie je umieszczę.

Ściskam !!!