środa, 30 kwietnia 2014

Moja wymarzona...czyli jak postarzyć półkę



Kochani witajcie majówkowo!

Ciekawa jestem jakie macie plany? Walizki spakowane, czy może odpoczywacie w domu?
My jedziemy na wieś.
Pogoda chyba nas nie rozpieści. Mam jednak nadzieję, że nie będzie ciągle padać. W razie czego zakładamy gumiaki i idziemy na spacer :)

Chciałam Wam dziś pokazać moją wymarzoną półkę !!!
Jak ja się cieszę, że wreszcie wisi.
Wiecie, że czekała na to ponad rok.

Długa była jej historia i burzliwa, i to dosłownie :)


Wymarzyłam sobie, że ze zwykłej dość brzydkiej brązowej półeczki zrobie miętowe cudeńko, lekko postarzane. Zabrałam się z ochotą do malowania i ......i okazało się, że skończyły mi się farby, wrrrrrrrrrrrr.
No więc półeczka odczekała swoje do ich zakupu (czyli tak do zeszłego lata).

Dzień był piękny i słoneczny, idealny do malowania. Dziecko wywiezione na dzień do dziadków, bajka!
W połowie malowania już mnie zaczynało trafiać, bo nie szło mi tak jakbym chciała. A myślałam, że będzie tak łatwo i przyjemnie. Ubłagałam mojego B. o pomoc. Cyk, cyk - pomalowane.
Już byłam w siódmym niebie!!!
Jeszcze tylko to moje cudeńko musiało wyschnąć. Ale co tam, jest tak pięknie i słonecznie!
To co? Jedziemy po brzdąca, półka ląduje do schnięcia na balkonie.
I.........i kiedy jesteśmy u moich rodziców zaczyna się burza.
AAAAAA!!!!
Nawet nie chiałybyście widzieć mojej miny, kiedy wpadłam po powrocie na balkon.
Półka wywalona, zamoknięta, farba odłazi.
No zgroza!
Półkę wysuszyłam, z wścieklłością przetarłam papierem ściernym to co się dało i wrzuciłam na długie miesiące do komórki. Miałam chęć wywalić ją na śmietnik, ale jakos serca nie miałam.

Ostatnio stwierdziłam, że zabiorę się za nią od nowa. Ale patrzę, patrzę, z jednej strony, z drugiej...i ku memu zaskoczeniu widzę, że niechcący wyszedł efekt postarzenia :)))
A niech wisi.
No i zawisła wczoraj!
Jakoś tak nie mogę teraz oczu od niej oderwać. Czyż nie jest piękna?














Więc jeśli macie zamiar postarzyć jakiś mebel, to najpierw sprawdźcie pogodę.
Jeśli ma być burza - malujcie :)
Uprzedzam, że jest to jednak opcja dla ludzi o mocnych nerwach ;)))


No nic, uciekam i życzę Wam moi drodzy pięknego weekendu. Jaka by nie była pogoda :)
Uściski ogromne!!!
Ania 


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

New pillows - poduszkowego szaleństwa ciąg dalszy...



Hej, hej !!!
Wszyscy poduszkowi maniacy z pewnością mnie zrozumieją...nie mogłam się oprzeć, temu jeleniowi.
No tylko spójrzcie jak on patrzy :)
Cudna ta poducha jak nic. Taka skandynawska.
Uwielbiam ją.
Kupiłam ją w jednej ze starszych kampanii na Westwing, ale wypatrujcie może znów się pojawi (KLIK).

Na zdjęciach jest w pokoju Maksia, u moich rodziców, ale obecnie jelonek pięknie ozdabia naszą sypailnię.
Przy ostatniej wizycie w IKEA kupiłam też fantastyczną poduchę w geometryczne wzory black&white.
Aż żal, że ten wzór nie pojawił się na innych tekstyliach w sklepie, bo jestem nim zachwycona.
Przyznać sie, która już się na nią skusiła? :)
Już tak mam, że nie mogę przejść obojętnie obok tak pięknych poduch.
Też tak macie?


A tutaj kawałek ściany w sówkową tapetę.
Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła zrobić więcej zdjęć i napisać trochę o remoncie tego pokoju.
Długo zastanawialiśmy się nad tapetą, w końcu padło na tą. Bardzo spokojna i ładna.





A teraz garść poduszkowych inspiracji. Ja planuję dołożyć jeszcze kilka poduszek w naszej sypialni.
Z pewnością pojawią się tam trójkąty oraz mój wymarzony wzór w czarne choinki na białym tle.
Mam zamiar zrobić je sama przy pomocy farby do tkanin. Mam nadzieję, że wyjdą ładne.

A teraz żegnam się z Wami i do następnego moi mili!!!
Pozdrawiam 
Ania


















sobota, 26 kwietnia 2014

Obrazki dla maluchów i stara nowa tablica



Hej wszystkim!

Dziś kolejna porcja książeczek dla naszych najmłodszych.
Mogę odmówić kupna kolejnej zabawki, ale książeczki nigdy.
Tak już mam, że książki zawsze były obiektem moich zainteresowań od najmłodszych lat.
W dzieciństwie wolałam księgarnie niż sklepy z zabawkami :)

Już kiedyś polecałam Wam książeczki z wydawnictwa Olesiejuk, całą serię OBRAZKÓW DLA MALUCHÓW.
Moje dziecię za sprawą Wielkanocnego Króliczka stało się posiadaczem kolejnej pozycji z tej serii, tym razem " Gry i zabawy dla najmłodszych".
Te książeczki to mistrzostwo, mój maluch je uwielbia. Od Pań w księgarni wiem, że rodzice bardzo je sobie chwalą i polecają.


Przy okazji chciałam Wam pokazać moją staaarą tablicę.
Tablica ma hmmm, jakieś 24 lata :) Wygrzebałyśmy ją ostatnio z mamą, z piwnicy.
Była w opłakanym stanie. Już miała iść na śmietnik, ale postanowiłam ją jeszcze ratować.

Niebieska farba, kawałek tapety (właśnie taką sówkową tapetę Maksio ma u dziadków teraz)
i drzazga w dłoni, no i jest :)
Odnowiona!
Co prawda sama farba tablicowa jest już mooocno zużyta, ale w tej chwili nie będę nic więcej przy niej robić. Mam w razie czego okleinę tablicową.








Zobaczcie jakie wyraźne i ładne obrazki są w tych książeczkach.
Mój Maksiu jest ich fanem już chyba pół roku. Bardzo wcześnie mu kupiłam pierwszą z tych książeczek (Wieś) i ku memu zdziwieniu od razu się zainteresował.


Książeczki są też bardzo mądre, gdyż jak widzicie w prosty sposób przekazują na co dzieci powinny uważać. Taka nauka przez zabawę.




A poniżej przedstawiam jeszcze dwie inne ksiązki, które uważam za bardzo godne polecenia.
Są piękne. Przejrzałam już mnóstwo książeczek w księgarniach i muszę przyznać, że niektóre są najzwyczajniej w świecie brzydkie. A te ujęły mnie tymi ślicznymi obrazkami.
Pierwsza to "Przygody zabawek", a druga " Dawniej i dziś. Jak żyły dzieci przed stu laty, a jak żyją dzisiaj."





A Wy macie książeczki, które możecie polecić???
Jakieś sprawdzone tytuły?
W tej chwili najbardziej interesują mnie te z twardymi stronnicami, choć i one nie są maksioodporne :)
Ale inne polecenia też są mile widziane.

Uściski!!!
Ania

środa, 23 kwietnia 2014

Poświątecznie...i historia jednej parówki



Witajcie kochani!

Dziś troszkę świątecznych wspominek, tych miłych i tych mniej miłych.
Ale zacznę od tych miłych.
W tym roku postanowiłam wreszcie wypróbować owijki na jajka. Muszę przyznać, że byłam zachwycona efektem. Piękne były, prawda?

Koszyczek skromny, bez większych szaleństw. Poza tradycyjną święconką mieliśmy w koszyczku jeszcze autko :) Maksiu musiał dołożyć swoje trzy grosze, a co! :)

Wyjechaliśmy na święta na wieś do moich teściów, no niestety pogoda była dość kapryśna. Ale mimo tego coś tam z niej uszczknęliśmy, głównie ostatniego dnia.



Ostatniego posta, z racji tego, że wyjeżdzaliśmy
 napisałam troszkę na zapas
 i okazało się, że poniedziałek mieliśmy bardzo nerwowy.

A to za sprawą jednej parówki.
Pewnie część z Was mnie skrytykuje, część może weźmie to ku przestrodze.
Jestem z tych mam, które starają się zdrowo odżywiać dziecko. Wiecie, mało soli, mało słodyczy, eliminowanie sztuczyzny, regularne posiłki w rozsądne ilości.
Jakiś czas temu moi rodzice kupili "takie zdrowe paróweczki dla Maksia". Z początku sceptycznie podeszłam do tego, bo mówiłam sobie żadnych parówek. No ale mały spróbował i nic mu nie było. A smakowało, że aż się uszy trzęsły. Więc stwierdziłam, że jak raz na ruski rok zje parówkę to nic mu się nie stanie. Nadgonię innymi zdrowymi produktami.
W poniedziałek teściowa zapytała, czy Maks nie zjadłby parówki (bo akurat wybrzydzał z jedzeniem), bo ma takie dobre, z szynki, bez fosforanów i innych takich.
Więc mówię, pal licho, niech zje.
Dziecko zjadło, wcinało, że aż miło było patrzeć. I na tym to "miło" się skończyło, bo dwie godziny później zaczął wymiotować tymi parówkami dalej niż widział. Wymiotował kilka razy na wsi, kilka razy w samochodzie. Skończyło się lekarzem i szpitalem. Całe szczęście nie zdążył się odwodnić i wystarczył zastrzyk przeciwwymiotny. 
Wściekła jestem na siebie, że się zgodziłam z tymi parówkami.
Darować sobię nie mogę, bo tylko się dziecko wycierpiało.
Dla mnie to przestroga i mam nadzieję, że dla Was też.
Parówkom mówimy stanowcze NIE!!!

Żeby tak Was nie zostawiać z takimi niemiłymi opowieściami troszkę zdjęć naszego koszyczka :)
Uściski wielkie!!!
Ania