środa, 23 kwietnia 2014

Poświątecznie...i historia jednej parówki



Witajcie kochani!

Dziś troszkę świątecznych wspominek, tych miłych i tych mniej miłych.
Ale zacznę od tych miłych.
W tym roku postanowiłam wreszcie wypróbować owijki na jajka. Muszę przyznać, że byłam zachwycona efektem. Piękne były, prawda?

Koszyczek skromny, bez większych szaleństw. Poza tradycyjną święconką mieliśmy w koszyczku jeszcze autko :) Maksiu musiał dołożyć swoje trzy grosze, a co! :)

Wyjechaliśmy na święta na wieś do moich teściów, no niestety pogoda była dość kapryśna. Ale mimo tego coś tam z niej uszczknęliśmy, głównie ostatniego dnia.



Ostatniego posta, z racji tego, że wyjeżdzaliśmy
 napisałam troszkę na zapas
 i okazało się, że poniedziałek mieliśmy bardzo nerwowy.

A to za sprawą jednej parówki.
Pewnie część z Was mnie skrytykuje, część może weźmie to ku przestrodze.
Jestem z tych mam, które starają się zdrowo odżywiać dziecko. Wiecie, mało soli, mało słodyczy, eliminowanie sztuczyzny, regularne posiłki w rozsądne ilości.
Jakiś czas temu moi rodzice kupili "takie zdrowe paróweczki dla Maksia". Z początku sceptycznie podeszłam do tego, bo mówiłam sobie żadnych parówek. No ale mały spróbował i nic mu nie było. A smakowało, że aż się uszy trzęsły. Więc stwierdziłam, że jak raz na ruski rok zje parówkę to nic mu się nie stanie. Nadgonię innymi zdrowymi produktami.
W poniedziałek teściowa zapytała, czy Maks nie zjadłby parówki (bo akurat wybrzydzał z jedzeniem), bo ma takie dobre, z szynki, bez fosforanów i innych takich.
Więc mówię, pal licho, niech zje.
Dziecko zjadło, wcinało, że aż miło było patrzeć. I na tym to "miło" się skończyło, bo dwie godziny później zaczął wymiotować tymi parówkami dalej niż widział. Wymiotował kilka razy na wsi, kilka razy w samochodzie. Skończyło się lekarzem i szpitalem. Całe szczęście nie zdążył się odwodnić i wystarczył zastrzyk przeciwwymiotny. 
Wściekła jestem na siebie, że się zgodziłam z tymi parówkami.
Darować sobię nie mogę, bo tylko się dziecko wycierpiało.
Dla mnie to przestroga i mam nadzieję, że dla Was też.
Parówkom mówimy stanowcze NIE!!!

Żeby tak Was nie zostawiać z takimi niemiłymi opowieściami troszkę zdjęć naszego koszyczka :)
Uściski wielkie!!!
Ania








28 komentarzy:

  1. nie miałam takich przygód z parówkami nigdy....

    jajka świetne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nam się trafiło. Jak zjadł za pierwszym razem nic mu nie było, a tu nagle taka reakcja. Samej mi się już odechciało ich jeść.
      Buziaki!

      Usuń
  2. Jaja faktycznie świetnie wyszły. Śliczny imbirek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne oklejane jajeczka. Też mam łowickie oklejanki w szufladzie ale jeszcze ich nie wykorzystałam.
    Pozdrawiam!
    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam zrobić coś własnoręcznie, ale ze zmęczenia nos mi wpadał w te jajka więc poszłam na łatwiznę i okazało się, że było warto :) Jak w przyszlym roku takie ładne owijki znajdę to też kupię. Pozdrawiam Iza. Buziaki!

      Usuń
  4. piękne te pisanki :) a z parówkami jakoś też takich przygód nie miałam ... pomyślałam że może nie pogryzł dokładnie ... szczęście że skończyło się dobrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To że słabo pogryzł to jedno, ale lekarka powiedziała że już wielokrotnie trafiały do niej dzieci po parówkach, które wymiotowały jak mój maluch. Tak więc jeszcze długo nie dostanie takich "smakołyków". Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  5. Aniu,małe dzieci jak im coś smakuje, jedzą szybko połykając za duże kawałki, nie pogryzione dokładnie.Sama piszesz "Dziecko zjadło, wcinało, że aż miło było patrzeć" .Prawdopodobnie gdyby pogryzł dobrze zanim połykał ,parówka by mu nie zaszkodziła .
    Dzieci tak jak dorośli powinni długo , dokładnie pogryźć pokarm zanim go połkną, uniknęli by wtedy nieprzyjemnych dolegliwości ze strony układu pokarmowego.
    Pozdrawiam,
    Ania związana ze służbą zdrowia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz Aniu, a on tak ją wcinał szybko. Wszelkie moje starania tłumaczenia, żeby pogryzł to co ma w buzi, zabierania mu kawałków z rączek nic nie dały, bo łapał mi to wszystko jakby się bał że mu takiego smakołyka zabiorę. I masz Ci los. Później faktycznie mogłam sobie podziwiać te paróweczki niemal w takiej samej formie jak je połknął. Muszę go bardziej hamować z tą pazernością na jedzenie. Ale często ciężko mi mu jeszcze tłumaczyć co ma robić, bo jako 16 miesięczne dziecko ma głęboko gdzieś co mama mówi o gryzieniu :) Dziękuję za wpis. Pozdrawiam!

      Usuń
  6. ja też mówię NIE parówką i innym cudownym produktom.... za dużo programu wiem co jem i wiem co kupuje ale dobrze, bo po programie poświęconym właśnie parówką wiem, że z pewnością nie będzie ich w lodówce.... zdrówka dla malucha :)
    pozdrawiam Cię serdecznie
    Aga z http://otwartaszuflada.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Aga. Też lubię te programy, szkoda że nie mam okazji częściej ich oglądać. Będziemy bardziej uważać na to co i jak jemy. Buźka!

      Usuń
  7. Owijki piękne, takie ludowe i dające jakiś niesamowity urok.... A parówkom ja również mówię wielkiiiiiiie NIE !!!! A zważając na to ,że jestem wegetarianką od prawie 20 lat brzmi to trochę groteskowo ;) Cudownie, że masz rodzinę i nawet takie sytuacje, jak niestrawności synka kiedyś będziecie wspominać z łezką w oku..... bo to wbrew pozorom wspaniałe i niepowtarzalne chwile i te wymiociny też w przyszłości nie będą takie przykre ;) Buziaki ogromne dla Ciebie i całej Twojej hałastry ;) Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, no to dłuuugo :) Gratuluję wytrwałości, choć po takim czasie to już chyba rutyna i normalność. Moje Słoneczko kochane to największe szczęście, tak jak i reszta rodzinki. Masz rację. Ściskam serdecznie Olu.

      Usuń
  8. Ale pisałaś , że wcześniej grymasił z jedzeniem , więc może to nie od parówki a już wcześniej coś mu zalegało w brzuszku, a parówka i jej nie pogryzienie przyczyniło się do wymiotów.
    Tak czy inaczej od parówek z daleka !!! Wszelakich !!!! Ja dałam mojemu dziecku po raz pierwszy w wieku 5 lat, je od wielkiego dzwonu albo właśnie u kogoś. I co by nie było na parówkach napisane, jest to najgorszy chłam.
    Jaja wyszły cudne !!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia Ali, czy coś wcześniej było nie tak. Nie jadł wcześniej nic co by mu mogło zaszkodzić. W każdym razie dobrze, że tylko tak się to skończyło. Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Cześć Aneczko, jaja ze święconki urocze, my w tym roku postawiliśmy na barwniki z torebki...fajne kolorki, ale nie tylko na jajkach...łapki i blat w kuchni też dostały swoje :) Jeśli chodzi o Maluszka, to może wirus był przyczyną wymiotów? Z moja Zuzią już nie raz przerabialiśmy jednodniowe rozstroje żołądkowe...niekoniecznie spowodowane parówkami, a te czasem jemy, bo są smaczne i już :) Bądź co bądź ważne że już wszystko dobrze. Pozdrawiam ciepło Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze zmęczenia poleciałam w te owijki, bo trwało kilka minut ich przyozdobienie :-) Ja też lubiłam parówki, ale teraz patrzeć na nie nie mogę. Na zdrowie nam wyjdzie ;-) Buziaki kochana! P.s. Kurka z NPD kolejne święta z nami spędziła. Lubię ją bardzo :-)

      Usuń
  10. Jajka wyglądają cudnie :)
    Ja też za parówkami nie przepadam, ale co zrobić jak dzieci lubią i czasami niestety kupujemy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parówkowa zmora :-) żeby tak uwielbiały te zdrowe, naturalne produkty. Buziaki!

      Usuń
  11. jajka w tych owijkach prezentują się naprawdę ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Myszko, cudne są. I tak prosto się robią. Ściskam ogromnie!

      Usuń
  12. prześliczne pisanki u Ciebie! pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne te Twoje jajeczka, ale zakochałam się zdecydowanie w różowym dzbanuszku :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moje jaja w koszyku wyglądały w tym roku bardzo podobnie :) A co do parówek to nie popadajmy w skrajności. Ja np. mam bardzo delikatny żołądek i jelita i po wielu rzeczach uznawanych za "zdrowe" mam problemy, a z parówkami nigdy nie miałam. Zresztą cóż złego jest w tych naprawdę mięsnych, chyba że mówimy o 30% zawartości mięsa w parówkach z Biedronki ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Cześć Aniu. Jaja ze święconki przepiękne w tych ludowych owijkach. Super czajniczek. Dobrze, że dobrze się skończyło z tymi parówkami i nie było dalszych komplikacji. Dużo zdrówka dla Was.
    malesloneczko85

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...