poniedziałek, 29 września 2014

Wiejskie ładowanie akumulatorów czyli HOW I LOVE COUNTRYSIDE!



Kochani jak po weekendzie?

My naładowaliśmy akumulatory do pełna!

Miałam Wam pokazać coś innego, ale post biurkowy będzie w środę rano :)
Co się odwlecze.....


A TERAZ:
Weekend na wsi. 
To jest to co tygrysy lubią najbardziej.
Pojechaliśmy do teściów. Pogoda dopisała fantastycznie.

Zaczęliśmy od spaceru po lesie. Piękne słońce. Zapach lasu. Grzyby.
Jesień na wsi ma największy urok.



Muszę Wam powiedzieć, że u mojej teściowej nikt by się nie odchudził.
Zawsze coś pysznego.
Od wejścia przywitał nas zapach TARTY Z KURKAMI !!! 
Niebo w gębie.
Sobotnia kolacja to kiełbaski z grilla...a w tym czasie w piekarniku dochodził jabłecznik...
Mmmmm..........!!!!!!

Dzisiejszy obiad też był grillowy, wspaniały karczek, o rany.

A na dodatek zapach GRZYBÓW suszących się na piecu roznosił się po całym domu.
Bajka.




Tak więc nasz weekend był cudny, leniwy i pyszny.
Na wsi czas się zatrzymuje jesienią.

Mgły o poranku, lekki chłodek i ciepła herbata po powrocie do domu...
Czy trzeba coś więcej.




Buziaki i do środy!!!
Miłego tygodnia.

Ściskam
Ania





piątek, 26 września 2014

CAFE KREDENS


Kochani,
obiecałam i słowa dotrzymuję, z lekkim poślizgiem :)

CAFE KREDENS

dziś mowa o tym fantastycznym miejscu w Świnoujściu.
Poszliśmy tam już pierwszego dnia.
Ojjjj, muszę przyznać, że mogłabym tam siedzieć non stop.

Wspaniałe wnętrze. Urządzone w piękny, wysmakowany sposób.
Każdy detal idealnie dobrany.
Nie mogłam oderwać oczu.

Nie dość, że pięknie to jeszcze PYSZNIE.
Świetne desery. Moim faworytem był tort bezowy z owocami.
Jedzenie było tak smaczne, że nie zdążyłam zrobić żadnego zdjęcia, 
więc wybaczcie ;)







Odwiedzałam to miejsce kilka razy i za każdym byłam tak samo zachwycona jego wyglądem.
No pięknie jest, musicie przyznać!

Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w MIĘTOWYCH LAMPACH.
B O S K I E !!!
Ja takie chcę :) 

Nad wystrojem tego przybytku czuwa siostra naszej Mimi, 
tak więc same rozumiecie, że pięknie być musi.

































To by było na tyle zdjęć.
I co, podoba się :)))
Wiem, że tak! 
Jeśli będziecie miały okazję być w Świnoujściu, to koniecznie wybierzcie się w to miejsce.


A teraz życzę Wam miłego weekendu.
W poniedziałek rano zapraszam Was na małą sesję moich biurowych drobiazgów :)


B u z i a k i !!!
Ania

wtorek, 23 września 2014

NOWOŚCI czyli gdzie byłam, jak mnie nie było.


Cześć moi mili :)
Jak Wam minął weekend? 

Dziś miało być o czym innym, ale o fantastycznej kawiarni napiszę następnym razem.
Nie mogłam się już doczekać, aby Wam pokazać pewne drobiazgi, które przywiozłam znad morza.
I nie są to muszelki :)))

Pewnie dziwicie się, co na zdjęciu robi jesienny BRULION od MIMI.
Otóż, kto go czytał to z pewnością pamięta o cudnym sklepiku, który prowadzi siostra naszej Moniki.
Sklepik jest w Świnoujściu, więc same rozumiecie... :)
NO MUSIAŁAM tam iść.
I powiem uczciwie, że tylko brak miejsca w bagaży uchronił mnie przed bankructwem.
Nie wyszłam jednak z pustymi rękami, o nie.
Kupiłam do domu fantastyczne TABLICZKI.
Jak Wam się podobają?
Ja jestem nimi zachwycona!











Ciekawa jestem, czy któreś z Was znają ten sklepik osobiście.
Ojjjj, czego tam nie ma.
Ceramika, tekstylia, druciaki, herbatki, Maileg............i DUUUUUŻO więcej.
Można dostać oczopląsu.

Mnie najbardziej zachwyciła stara kasa i drabina obok niej, a na drabinie ogromny PIXIE :)
Marzy mi się taki skrzat.








Zrobiłam oczywiście trochę zdjęć w sklepiku.
W sumie to już część z Was je widziała na moim INSTAGRAMIE.
Cudny jest, prawda?




A jak widzicie na zdjęciach, w naszym domu pojawiły się kolejne poduchy.
Tym razem z JYSK.
Śliczne są i kosztowały tylko 20 zł za sztukę.
Bardzo mi się podobają te GWIAZDKI. Są dwustronne, więc mogę je sobie odwracać, jak mi się nudzą :)










Ściskam Was ogromnie!
Ania



czwartek, 18 września 2014

Nasze wakacyjne wspominki.



Najwyższa pora przerwać to milczenie.
Kochani moi, witajcie!
Obiecywałam Wam zdjęcia z naszych wakacji.
Myślałam, że uda mi się napisać szybciej, a tu proszę... połowa września.
Kiedy tylko wróciliśmy ze Świnoujścia dopadła mnie rzeczywistość i konieczność intensywnych przygotowań naukowych.
We wtorek miałam dość ciężki egzamin i cały czas poświęcałam na naukę.
A żeby stresów było mało to mój szkrab się rozchorował, skutecznie spędzając mi sen z powiek.
Tradycyjnie zaraził  mnie oraz dziadków.
Mam nadzieję, że pójdzie ku lepszemu, bo mały dostał nowe leki i temperatura trochę spada.
Ufffff.
Ale koniec o złym, teraz będzie o dobrym :)

Trochę wspominek.
Sporo mamy zdjęć. Choć powiem Wam, że uchwycenie mojej małej pędzącej strzały graniczyło z cudem.
Pod ostatnim postem zachwycałyście się, że byliśmy 3 tygodnie nad morzem.
Powiem zupełnie szczerze, że nigdy nie wróciłam tak wykończona :)
Ciągła bieganina za Maksiem, który musiał zobaczyć wszyyyyyystko!!!
Przez te całe 3 tygodnie udało mi się usiąść na plaży na 15 minut.
RAZ!
Pozostały czas spędziliśmy w biegu. Mam małego maratończyka w domu.


 Udały się nam te wakacje nad morzem.
Świnoujście bardzo mi przypadło do gustu. 
Zwłaszcza o 7 rano, kiedy na plaży było baaardzo mało osób :)
W tym czasie my zaczynaliśmy nasze spacery...a Maksio chlapanie się w morzu. Tak, tak...jedyne dziecko w tym wieku, które było o tak wczesnej godzinie na plaży i w wodzie.


Obiecuję pokazać Wam w następnym poście fantastyczne miejsce.
Cafe KREDENS.
Byłam zachwycona, więc zrobiłam sporo zdjęć.
I obiecuję, że kolejny post będzie szybciej niż ten ;)

***

Nawet nie macie pojęcia jaka miła niespodzianka mnie spotkała.
Wracamy sobie pewnego dnia z plaży, akurat moje dziecko stwierdziło, że urządzi mały popis focha tuż przy ulicy.
Stoję, tłumaczę...a tu nagle mija mnie pewna para...
patrzę na NIĄ...ona na mnie...chwila, chwila, ZNAM TĘ TWARZ...
patrzę na NIEGO...o rety!

MIMI I ZORKI !!!!!!

Szok. Do tego stopnia, że mnie zatkało. A że mój mały nadal stawiał opór to musiałam zająć się nim, bo bym za nimi pobiegła :)))
Zamieniłyśmy później z Moniką parę zdań przez internet.
Fantastycznie było ich zobaczyć. 
Zaglądając regularnie na Myszkowca cały czas uśmiechałam się wiedząc, że w sumie to ciągle gdzieś obok siebie jesteśmy :)
Miło tak zobaczyć na żywo osoby, które zna się od dłuższego czasu i bardzo lubi.
Tak zwyczajnie idących na plażę z torbami, deską. Albo spotkać później Sebastiana mknącego na rowerze :)
Ściskam Was kochani!

Przywiozłam sobie od Mimi śliczny drobiazg, ale o tym innym razem.




Udało nam się zrobić sobie wycieczkę do Ahlbecku.
Piękne miejsce.
Bardzo nam się podobało.
Choć nasz szkrab nie podzielił entuzjazmu rodziców i babci, i jak tylko znaleźliśmy się po niemieckiej stronie zaczął płakać i marudzić. I tak do samego powrotu z wycieczki.






No dobrze, to tyle dziś.
Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętacie :)
Obiecuję się poprawić z pisaniem.
Bo zaglądam do Was regularnie! :)

Buziaki ogromne!!!
Do następnego razu.
Ania