wtorek, 6 października 2015

Nasz pierwszy miesiąc w przedszkolu



Wrześień już za nami, a więc jesteśmy po pierwszym miesiącu w przedszkolu.

U nas było różnie. Choć muszę przyznać, że mały większość września przechorował...był jedynie 8 dni w poprzednim miesiącu. Na początku były histerie. Serce mi pękało i łzy stawały w oczach, kiedy tylko zamykałam za nim drzwi od sali. Zamartwiałam się czy uda mu się coś zjeść, czy będzie tylko płakał. Ale każdy kolejny dzień był lepszy. Jakiś mały sukces się pojawiał. Kiedy widziałam, że wychodzi z sali obrudzony barszczem to cieszyłam się jak szalona...bo to oznaczało, że coś jadł, a przynajmniej spróbował. Każda opowieść o tym jak bawił się autkiem, podnosiła mnie na duchu. 
Kiedy rozchorował się drugi raz byłam przejęta tym , że znów na 2 tygodnie zostanie w domu i cały wysiłek w adaptację w nowym miejscu najzwyczajniej w świecie szlag trafi. Ale nie było źle po powrocie. Okazało się, że w jednym dniu wcale nie płakał. Skakałam z radości. I nawet usłyszałam, że on nie chce do domu, tylko chce wrócić do przedszkola :) Zaskoczył mnie tym niesamowicie.
Trochę nam pokrzyżowało plany kolejne przeziębienie (swoją drogą to jakaś zmora z tym chorowaniem). Ale wczoraj poszedł bez problemu, dziś generalnie też. Owszem zdarza mu się nadal pomarudzić, że nie chce, że coś tam...ale już nie wpada w histerię.

Staram się go wspierać w tym wszystkim jak tylko mogę, bo ten początek jest ciężki. Dałam sobie spokój z wciskaniem mu kitu, żeby nie płakał bo będzie fantastycznie. Nie chcę, żeby miślał że fantastycznym jest to, że się boi i płacze. Cały czas mu powtarzam, że to jest jego czas na zabawę, na poznawanie się z dziećmi. Umawiamy się, że po przedszkolu zawsze wchodzimy do sklepu obok, aby kupić soczek. Taki malutki rytuał, ale widzę że to jakoś mu pomaga. Zawsze rano powtarza "Mama przyjdzie i pójdziemy kupić kubusia". Czasem mu obiecuję, że wrócimy do domu autobusem, innym razem rowerkiem. I zawsze pilnuję, żeby dotrzymać słowa. Jeśli obiecam, że będę po obiedzie, to pędzę na złamanie karu, żeby zdążyć. Wydaje mi się, że daje mu to jakieś poczucie pewności i bezpieczeństwa. 

A jak u Was? Bardzo jestem ciekawa jak minęły Wasze pierwsze dni.





na zdjęciach: czapka Pocopato


Ściskam Was mocno!
Ania




12 komentarzy:

  1. Okazuje się, że dzieci znoszą to lepiej niż mama. A już na pewno lepiej niż babcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację :) Moja mama strasznie to przeżywa, czasem aż za bardzo sieje panikę :) Ale mój synek nam wszystkim udowadnia, że jest dzielnym i bystrym chłopcem, który potrafi sobie poradzić. Uściski!

      Usuń
  2. Mój Jaś (3 latka) od pierwszego dnia radzi sobie w przedszkolu świetnie. Codziennie biegiem do przedszkola, woła paa mamusiu, ja już sam pójdę, sam się przebiorę! A ja za nim pędzę i mam taki poranny jogging ;-) Ale martwiłam się bardzo jak to bedzie, jak sobie da radę, czy może będę chodzić co tydzień na dywanik (bo niezły z niego ananas ;-) Przyprowadzam go najczęściej jako pierwszego w grupie a odbieram ostatniego - taka praca ale często mówi że za wcześnie przyszłam. A ja czuję się jak wyrodna matka, że ostatnie to moje dziecko samo w przedszkolu... Pierwsza choroba z gorączką 40st już za nami a dziś przedszkolaki mają wycieczkę do lasu :-) Niektóre dzieci potrzebują więcej czasu żeby się przyzwyczaić ale jak piszesz, każdy kolejny dzień, tydzień jest już lepszy. Pozdrawiam i trzymam kciuki żeby Twój synek odnalazł w przedszkolu taką radość jak Jaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Każdy maluch ma swój rytm i trzeba się do niego dostosować i uszanować. Mój nie jest jedynym, który jeszcze przeżywa te sytuacje. Inne dzieci też popłakują, mają gorsze chwile. Wszystko dopiero przed nimi. Bardzo się cieszę, że Twój Jaś tak fajnie zareagował na nowe miejsce. Każda mama to strasznie przeżywa. Uściski!

      Usuń
  3. To jest trudne. i to normalne. to trudne dla Mamy i dla Dziecka. dla Babci pewnie tez. dużo zależy od relacji, jaką dziecko ma z rodzicem (im bliższa, tym trudniej się rozstać!), od wrażliwości dziecka itepe.
    Moja córka zaczęła edukację przedszkolną w zeszłym roku. i początki były bardzo trudne. płacz przy rozstaniu przez 3 miesiące. do grudnia. dopiero przed Bożym Narodzeniem, kiedy zostawiałam ją nie gonił mnie jej rozdzierający płacz. nie było łatwo ani jej, ani mnie. dziś wiem, że ona po prostu potrzebowała więcej, niż inne dzieci, czasu, żeby zaakceptować nowa sytuację. taka jest. dojrzewa do wszystkiego dłużej, o wiele wolniej akceptuje i aklimatyzuje się w nowej sytuacji. i dałam jej na to czas. jak mantrę powtarzałam te same słowa. że rozumiem, ze jej trudno, że wyobrażam sobie, jak tęskni, bo ja tez tęsknię. że widzę, że jej przykro się rozstawać itd. i krok po kroku było lepiej. zaczęła jeść (wcześniej jedzenie chowała pod parapetem), przestała płakać zaraz po przebudzeniu, potem nawet zaczęła znajdować jakieś plusy w przedszkolu i w swojej grupie. dojrzewała i uczyła się akceptować swoje emocje, swój smutek i tęsknotę. teraz jest w grupie czterolatków. nie płacze, chodzi bez problemu. je. bawi się. ma koleżanki. rządzi się, jak kierowniczka ;) ale tak naprawdę gdybym jej powiedziała zostajesz ze mną w domu, to byłaby wniebowzięta.
    Będzie dobrze. Trzymam kciuki, żeby każdy kolejny tydzień był coraz lepszy :)
    Pozdrawiam
    dzus11

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością będzie! Już znam kilka imion jego kolegów i koleżanek. A kiedy wyszedł i zaśpiewał "Stary niedźwiedź..." i powiedział, że się bawili to buzia mi się śmiała od ucha do ucha. Takie drobiazgi, a cieszą :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Moje dziecko chodziło do żłobka od 9 miesiąca życia, ale jestem wyrodna matka, bo w ogóle tego nie przeżyłam. Trochę popłakało a potem było ok. W tym roku też rozpoczęło przedszkole, ale bez problemów bo z dzieciakami ze żłobka :) Pewnie za niedługo Twój syn będzie już z szatni biegał bez pożegnania do sali żeby tylko się pobawić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze miesiące są zawsze trudne. Patrzę póki co z tej drugiej strony - jestem wychowawcą. Książkowo proces adaptacyjny trwa od września do grudnia nawet. Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Cóż mogę doradzić? Przede wszystkim POZYTYWNE NASTAWIENIE dziecka do przedszkola. Należy wyrażać przy dziecku swój zachwyt nad miejscem, paniami, zabawkami, kolegami... Podkreślać synkowi codziennie, że chodzi do super miejsca, że jest tam świetna ZABAWA itp. To najważniejsze. A reszta? Długo by pisać. Czas robi swoje! :) Będzie dobrze. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój synek już kolejny rok chodzi do żłobka. W zeszłym roku jak były początki to znosił kiepsko ale miał rok i 3 miesiące. Pierwszy dzień przepłakał bardzo, z kolejnymi było coraz mniej płaczu ale nie bardzo chciał zostawać. Ja jako mama przeżywałam to bardzo, zwłaszcza że wróciłam do pracy i żłobek to było moje jedyne wyjście, gdyż obie babcie pracują. Mineły dwa tygodnie i jakoś poszło. Przyzwyczaił się ale niestety też dużo chorował. W tym roku żłobek był otwarty już w sierpniu i synek poszedł po miesięcznej przerwie. Też miał dwa gorsze dni ale jest już dobrze. Szkoda tylko że znów zaczoł chorować. Ale teraz jak idzie do żłobka to jest jednym z największych rozrabiaków i panie zaczynają na niego narzekać. Zobaczymy jak to będzie teraz po powrocie po chorobie:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj ciężki czas za Tobą. Twój maluszek wygląda jak duży chłopczyk. Będzie teraz tylko lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój syn (teraz nastolatek) adoptował się ze dwa miesiące. W pierwszym roku chorował chyba też tyle samo co chodził. Ale potem minęły i choroby i zniechęcenie. Sytuacja się odwróciła i potem zawsze kiedy przychodziłam po niego do przedszkola, słyszałam "jeszcze nie!":)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mały Mysz przez pierwszy miesiąc też płakał, czepiał się maminej spódnicy i za nic nie chciał przekroczyć progu przedszkola. Rozmowy o kolegach z grupy, zabawach z paniami i szybki buziaczek pod salą podziałały i po kilku tygodniach Mysz szedł już do dzieci w podskokach. Cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...