poniedziałek, 31 października 2016

Hygge. Duńska sztuka szczęścia.




"Jedno niepozorne słowo wyraża to co naprawdę liczy się w życiu: HYGGE"
W zeszłym tygodniu trafiła w moje ręce książka duńskiej autorki Marie Tourell Soderberg, zatytułowana "Hygge. Duńska sztuka szczęścia." Marie jest duńską aktorką urodzoną w Kopenhadze. Przemierzyła ona całą Danię, pytając jej mieszkańców czym jest dla nich hygge. Przeprowadziła również rozmowy z ekspertami o tym, dlaczego wszyscy potrzebujemy w życiu hygge.

To piękna książka o szczęściu i przyjemnościach. O drobnostkach, które sprawiają, że nasza rzeczywistość nabiera zupełnie innego wymiaru.

Duńczycy są uważani za najszczęśliwszy naród świata, właśnie dlatego że w ich życiu panuje filozofia hygge. Jeśli nigdy wcześniej nie spotkaliście się z tym pojęciem, to przywołam Wam inne, które z pewnością dobrze znacie - Enjoy the little things. Właśnie o to chodzi. O odnajdywanie chwil szczęścia, ciepła i bliskości, które mogą się pojawić w najzwyklejszych sytuacjach. Hygge dla każdego z nas może wyglądać inaczej. To my decydujemy co jest dla nas hyggelig.

To nie jest poradnik, w którym znajdziecie zamkniętą listę rzeczy, które powinniście robić, aby odnaleźć hygge. To raczej zbiór pięknych, krótkich opowieści mieszkańców Danii, którzy opowiadają o swoim rozumieniu hygge, o tym gdzie je odnajdują. 
To drobne wskazówki, które mogą Wam pokazać, że hygge jest blisko. Wystarczy tylko je zauważyć.

Kiedy czytałam tę książkę czułam radość i spokój. W totalnym odprężeniu ułożyłam się na kanapie, w moim ukochanym salonie. Tuż obok pięknie pachniała herbata, podana w ulubionej filiżance. Lampki i świeczki umilały wieczór i tworzyły wspaniały, przytulny nastrój.
Im dłużej czytałam tym większy uśmiech pojawiał się na mojej twarzy i tym większą radość czułam w sercu. Bo przecież to był mój hygge-moment. Chwila, stan ducha. Tu i teraz, gdzie liczyła się wspaniała atmosfera mojego domu i czynność, którą uwielbiam.
Zdałam sobie sprawę, że mogę bez problemu zrobić listę przynajmniej kilku rzeczy, które są dla mnie hygge.

Moje hygge pojawia się gdy czytam synkowi bajki na dobranoc, kiedy leżymy w spokoju, przytulamy się, patrzymy sobie głęboko w oczy. To też mój codzienny rytuał wypicia pysznej herbaty i celebrowania tego momentu np. przez używanie pięknej porcelany. To także moment, kiedy wyjeżdżamy na wieś i idę do lasu, wpatruję się w wysokie majestatyczne drzewa i słucham śpiewu ptaków. To wreszcie pieczenie ciasta lub chleba w mojej kuchni, w otoczeniu pięknych przedmiotów codziennego użytku.
To wszystko sprawia, że w codziennych obowiązkach i stresach potrafię znaleźć swoje drobne chwile szczęścia.

Jeśli chcecie poczuć wyjątkowy nastrój to szczerze Wam polecam tę książkę. Ja z całą pewnością jeszcze do niej wrócę i to pewnie nie raz. Nie tylko jej zawartość mnie zachwyciła, ale i wygląd. W sumie wygląd rzucił się w oczy w pierwszej kolejności. Jest pięknie wydana. To na pewno jedna z najpiękniejszych okładek jakie widziałam. Jest zjawiskowa. 
Cała książka ma w sobie pewną magię. 
Ja jestem nią oczarowana.
Czytanie jej było bardzo hyggelig!













wtorek, 25 października 2016

Salonowe rewolucje




Zmiany w salonie chodziły mi po głowie od baaaardzo dawna. Przede wszystkim zależało mi na zmianie koloru ściany za kanapą, bo do tej pory była w kolorze "laguny", co wychodziło na jasny turkus. Drugim punktem, który wymagał zmiany był dywan. Poprzedni był przede wszystkim zbyt mały i ciągle się przemieszczał, doprowadzając mnie tym samym do szału. A poza tym już się trochę zużył przez kilka lat przy małym dziecku.

Kiedy się wprowadziliśmy to pierwsze co, to odświeżaliśmy ściany. Zapałałam wówczas chęcią posiadania turkusu na ścianie, na co mój B. nie bardzo się chciał zgodzić, bo chciał biel w salonie. Ugiął się jednak i pomalował. 
Po jakimś czasie jednak turkus mi się znudził, więc zaproponowałam, żeby jednak przemalować na biało...i tu nagle pojawił się opór, bo B. tak bardzo się ten turkus spodobał, że za żadne skarby nie chciał go zmieniać. Suszyłam mu o to głowę jakieś dwa lata.

Wreszcie jest biało. Użyliśmy do malowania farby Dulux Easy Care Nieskazitelna biel. Muszę przyznać, że faktycznie jest nieskazitelna. Rozjaśnia pomieszczenie, które ma dość kiepsko umieszczone okno tarasowe, co jest dla mnie bardzo ważne. 
Co do samego malowania, to byłam zaskoczona, że tak intensywny kolor jak mieliśmy poprzednio udało się pokryć dwiema warstwami. Farba też nie ma zbyt intensywnego zapachu, co mnie ucieszyło, bo jestem alergikiem i malowanie zazwyczaj dawało mi się we znaki.

Salon zyskał na tej zmianie kolorystycznej i to bardzo. Zrobiło się więcej przestrzeni. W tej chwili nie tylko jest jaśniej, ale i przytulniej. 

Druga bardzo widoczna zmiana to nowy dywan. 
Jakiś czas temu trafiłam na stronę Dywany Łuszczów, gdzie zachwyciłam się wyborem, jaki oferują.
Jest spory i każdy znajdzie tam coś dla siebie, przez klasykę, po nowoczesność.
Od razu przyciągnął moją uwagę dywan w pasy w wersji black and white.
Prosty i w bardzo skandynawskim duchu. 
Seria Sketch, bo z niej właśnie pochodzi nasz dywan, to dywany klasycznie tkane, miękkie w dotyku i bardzo przyjemne w użytkowaniu.
Wreszcie nie muszę się martwić, że mój synek nie mieści się na dywanie podczas zabawy i leży na chłodnej podłodze. Wybrałam prawie największy rozmiar, który idealnie wkomponował się w całość salonu. Można powiedzieć, że jest w tej chwili głównym elementem. Wygląda bardzo stylowo.

Żeby nie przeładować wnętrza, reszta dodatków jest dość spokojna.
Postawiłam na kilka rzeczy drewnianych, które ocieplają wygląd salonu.
Pojemniki do regału z Ikei wykonał dla mnie Pan Szymon z WoodLovers. Wyglądają genialnie i pomagają zachować porządek.
Do tego decha na stole, drewniane świeczki na komodzie i okrągłe haki na ścianie. 
Za kanapą znalazło się miejsce dla minimalistycznego kwietnika od Bujnie
Postawiłam na proste rozwiązania, które stanowią spójną całość i nadają wnętrzu charakteru.

Z ogromną przyjemnością spędzam teraz czas w salonie. 
Do tego dobra książka i herbata w ulubionej filiżance z House of Rym.
Każdego wieczoru czekam na moment, kiedy nasz maluch zaśnie, a ja będę miała czas tylko dla siebie i będę się rozkoszować tymi zmianami. 
Jest pięknie.








Zrobienie tych zdjęć było pewnym wyczynem.
Tak jak wspominałam, salon jest kiepsko oświetlony, a więc aby wyszło coś sensownego to musi być zdecydowanie słoneczna pogoda. A niestety ostatnimi czasu nie możemy się pochwalić nadmiarem słońca.
Jak tylko zobaczyłam dziś promienie, to od razu złapałam za aparat. Starałam się uchwycić każdy moment, kiedy robiło się jaśniej. 
Mój maluch uznał, że utrudni mi zadanie i wpadał w co drugi kadr, wciskając z radością swoją głowę, rękę, nogę :))) Ostatnio uwielbia pozować do zdjęć, albo podkłada mi jakiś swój samochodzik i mówi "Mamusiu, jeszcze z autkiem zdjęcie zrób" :)


















poniedziałek, 10 października 2016

Kadry...


Jesień w pełni. Nie rozpieszcza nas teraz i czekam z utęsknieniem na czas, kiedy pojawi się słońce, a drzewa zrobią się złote.
Jak na razie skupiłam się na zmianach w domu.
Wreszcie, po dość długim czasie, pomalowaliśmy salon. W tej chwili zniknęła turkusowa ściana za kanapą, co mnie niesamowicie cieszy. Jest biało, jest pięknie.
Czekam na jeszcze jeden kluczowy element i wreszcie będę mogła się Wam pochwalić na blogu naszym nowym wystrojem.
Tak poza tym zmieniam drobiazgi - plakaty, tekstylia. Mała zmiana duży efekt.

A powyżej kilka zdjęć z mojego profilu na Instagramie.
Jeśli jeszcze go nie obserwujecie, to zapraszam. 
Tam każdego dnia znajdziecie nową dawkę inspiracji, wprost z naszego domu :)

Uściski!
Ania
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...