wtorek, 16 maja 2017

Home Barista w katowickiej Synergii




Jaką kawę pijecie najczęściej? Sięgacie po ogólnodostępne kawy, te znanych nam wszystkim marek, czy mieliście okazję już próbować kawy typu speciality? Przy zaparzaniu kawy zalewacie ją zwyczajnie wodą, czy używacie ekspresów, a może już macie na koncie zabawę z tzw. alternatywnymi metodami parzenia? 
Co by nie odpowiedzieć, to fakt jest jeden - lubimy kawę, większość osób nie wyobraża sobie zacząć dnia bez kubka czarnego napoju tuż po przebudzeniu. Jedni piją kawy stale, kilka dziennie, inni okazjonalnie, ale nie ma chyba osoby, która kawy w życiu nie spróbowała. 

Ja należę do tych osób, które piją kawę bardziej dla smaku, niż dla pobudzenia. Był czas, kiedy nie byłam w stanie przełknąć niczego innego poza kawą z saszetki. Cóż, chyba każdy ma to za sobą. Kawowa świadomość przychodzi z wiekiem i teraz cieszę się, kiedy mogę usiąść z filiżanką bardzo dobrego napoju i delektować się jego smakiem.

W ubiegły weekend miałam przyjemność być na warsztatach Home Barista zorganizowanych przez Bean Brothers w katowickiej Synergii. Miejsce doskonale mi znane, bo mają tam świetną kawę. Warsztaty prowadzone przez Izę, która jest Head Baristą w Synergii znacznie wzbogaciły moją wiedzę na temat kawy. 

Warsztaty rozpoczęliśmy od cuppingu, czyli sprawdzaniu smaku kawy. Pierwszy raz miałam okazję wziąć udział w czymś podobnym. Fantastyczne doświadczenie, które pozwala nie tylko profesjonalistom, ale też zupełnym amatorom przekonać się o jakości wybieranej kawy. Chyba wszyscy byliśmy zaskoczeni rezultatami, gdyż na początku, jeszcze przed zalaniem kawy, nasze nosy bardziej skłaniały się do kaw...tych marketowych, najpopularniejszych. Zupełnie zmieniliśmy zdanie po zalaniu ich wodą, kiedy to mając porównanie z kilkoma kawami typu speciality i tymi marketowymi, raczej wszyscy stwierdziliśmy zgodnie, że te drugie wypadają bardzo marnie.

W czasie spotkania przekazano nam sporą dawkę wiedzy w jaki sposób wybierać ziarna i oceniać ich jakość, jak wybrać kawę do domowego użytku w zależności od sposobu parzenia oraz na czym polegają alternatywne metody parzenia kawy typu: drip, chemex, aeropress kawiarka.
Dowiedzieliśmy się jaka jest różnica między Arabicą a Robustą, jakie są różnice w procesie obróbki ziaren na mokro i na sucho, i jaki to ma wpływ na smak kawy. 

Muszę szczerze przyznać, że moja dotychczasowa znajomość tematu kawowego była słaba. Mimo, że w domu używam kawiarki i mam dobrą kawę, to o pewnych, wydawałoby się podstawowych rzeczach, nie miałam pojęcia. Bardzo się cieszę, że mogłam wziąć udział w tych warsztatach, bo teraz mam jeszcze większą ochotę na zabawy ze smakowaniem kawy. Marzy mi się poszerzenie sprzętu o chemex i specjalny czajniczek, aby móc kontynuować kawową przygodę. Grunt to mieć fun!












piątek, 28 kwietnia 2017

Lemon Resort Spa - miejsce gdzie dizajn spotyka się z naturą



Zima nie chce nam odpuścić. Jeszcze dziś spadł u nas śnieg z deszczem. Brrrrr. Już nie mogę się doczekać kiedy wreszcie będzie ładnie i ciepło. Całe szczęście udało nam się spędzić trzy cudowne dni z całkiem przyzwoitą pogodą, w pięknym miejscu, jakim jest LEMON RESORT SPA w Gródku nad Dunajcem.

Hotel ten jest typem hotelu butikowego, który zapewnia bardzo kameralną atmosferę, co jest jego ogromnym atutem zwłaszcza gdy wybieramy się na wyjazd rodzinny i zależy nam na swobodzie. Położenie Lemon Resort Spa zachwyca. Jego nowoczesna architektura i dizajn zostały idealnie wkomponowane w malowniczy krajobraz Jeziora Rożnowskiego. Ogromnego uroku dodaje znajdująca się na Jeziorze tzw. Małpia Wyspa, która stanowi rezerwat przyrody, a jej urodę można podziwiać np. popijając kawę na tarasie hotelowej restauracji.

Pokoje w Lemonie są przestronne, zadbane i w stylu, który bardzo przypadł mi do gustu. Przez kilka dni wzdychałam do betonowej ściany za łóżkiem i teraz myślę, co zrobić aby mieć taką w domu. Możecie zdecydować się na pokój typu premium, czy też któryś z typów apartamentów. Wszystkie pokoje i apartamenty są oddzielone od budynku w którym znajduje się recepcja, restauracja, czy też strefa wellness i spa, tak więc idąc na śniadanie, czy na basen trzeba się chwilkę przespacerować na dworze i z jednej strony zapewnia to spokój i prywatność, ale przy brzydkiej pogodzie stanowi mały mankament.

Restauracja w hotelu serwuje bardzo smaczne posiłki. Macie spory wybór - także dań bezglutenowych, które są wyszczególnione w karcie. Śniadania są podawane w formie bufetu szwedzkiego. Każdy znajdzie to co lubi - przyrządzane jajecznice, kiełbaski, pyszne pankejki, różne wędliny, sery, warzywa, jogurty, owoce, grannole i cała masa innych pyszności.
Mieliśmy okazję wypróbować wiosenne sezonowe menu, które było fantastyczne. Ponadto, restauracja wkrótce wzbogaci się o menu vegańskie. Już je widziałam, a nawet próbowałam przepysznego vegańskiego deseru i powiem Wam, że będzie pysznie. 
My wychodziliśmy zarówno ze śniadań, jak i obiadów z pełnymi brzuchami.

Ogromną zaletą hotelu jest MANAW SPA. To wyjątkowe miejsce, gdzie możecie się totalnie zrelaksować. Oferta MANAW jest bardzo bogata, znajdziecie przeróżne masaże i rytuały. Tajski masaż aromaterapeutyczny czy też masaż głowy i twarzy są cudowne...wiem, bo przekonałam się na własnej skórze :) Możecie zdecydować się również na genialne zabiegi kosmetyczne na twarz, gdzie najpierw fachowo zostanie oceniony stan Waszej cery, a później dobrany odpowiedni zabieg. Ja po tych przyjemnościach czułam się bosko. Zrelaksowana i piękna. 

Ponadto możecie korzystać z krytego basenu, saun, tężni solnej, czy też siłowni. Już wkrótce będzie też gotowy basen na zewnątrz, gdyż w tej chwili Lemon się rozbudowuje, aby być jeszcze ciekawszy i wspanialszy. 

Jeśli jedziecie z dziećmi, to też będą miały co robić. Tuż obok restauracji jest duży kącik dla maluchów, gdzie znajdują się zabawki, domek, kuchenka, warsztat itp. dziecięce gadżety. Na zewnątrz dzieci mogą bawić się na placu zbaw, na którym znajduje się ogromny statek piracki. My akurat byliśmy bez małego, więc nie testowaliśmy tych dziecięcych atrakcji, ale wyglądały bardzo fajnie.

Lemon dysponuje także mariną, gdzie możecie wypożyczyć rowerek wodny, motorówkę, czy teslę i popływać po jeziorze. Dla fanów wycieczek rowerowych czekają rowery do wypożyczenia. Miłośnicy kręgli czy bilarda też będą mieli co robić :) W Lemonie nie ma czasu na nudę. 

Jeśli szukacie miejsca, które jest zatopione w pięknych krajobrazach, w ciszy i z dala od wielkomiejskiego zgiełku, to jestem przekonana, że Lemon spełni Wasze oczekiwania. Ja jestem zachwycona i już nie mogę się doczekać, kiedy znowu tam pojedziemy.































czwartek, 30 marca 2017

"To moje życie. Nie chcę innego" czyli opowieści z Krainy Jezior





Czy Wy też zawsze słyszeliście od rodziców, że najważniejsza jest nauka, nauka, i jeszcze raz nauka? No i żeby oczywiście skończyć jak najlepsze studia, żeby móc wyjechać najlepiej do stolicy...albo gdzieś za granicę do wspaniałej pracy. Od samego początku jesteśmy przekonywani do tego, że sensem naszego istnienia jest sukces, zysk, majątek, robienie zawrotnej kariery. Moi rodzicie ciągle mi to powtarzali, no i faktycznie skończyłam studia jedne z tych naj naj, nawet częściowo poza naszym krajem. Później poszłam do pracy i jedyne co mi przyświecało to zrobienie oszałamiającej kariery w zawodzie. Byle mieć więcej i lepiej. No i oczywiście najlepiej daleko od domu, bo tam będą lepsze możliwości. Byłam typem takiej paniusi na szpileczkach, jak to kiedyś stwierdziła moja znajoma. 

Od tego momentu minęło sporo czasu i sporo też się zmieniło. Kiedyś byłam totalnym mieszczuchem, a teraz z przyjemnością jadę na wieś i cieszę się izolacją od chaosu, ciągłego biegu. W tej chwili mogłabym się przeprowadzić na wieś. Zamienić szpilki na kalosze. Bardzo mi taka opcja odpowiada. Trochę też zmieniło się moje podejście do tego za czym powinniśmy "gonić".

Książka "Życie pasterza" Jamesa Rebanksa to coś dla osób, które szukają oderwania od tego życiowego pędu. To także świetna pozycja dla ludzi ceniących naturę i obcowanie z nią w codziennym życiu. To wydarzenie literackie, które podbiło serca milionów czytelników i zachwyciło najbardziej wymagających krytyków. James Rebanks porusza historią człowieka, który wbrew trendom odnalazł spełnienie w prostocie życia, wrócił z wielkiego miasta by pracować na farmie prowadzonej przez jego rodzinę od pokoleń.
"Dalsza edukacja była sposobem na ucieczkę stąd, ale my nie chcieliśmy uciekać, tak postanowiliśmy. Później zrozumiałem, że współczesne społeczeństwo przemysłowe ma obsesję na punkcie wyjeżdżania dokądś i dokonywania czegoś w życiu i przywiązuje do tych zjawisk niezwykłą wagę. Z tego sposobu postrzegania rzeczywistości wynika konkluzja, której zacząłem nienawidzić: że pozostanie w miejscu urodzenia i wykonywanie pracy fizycznej niewiele jest warte."
Rebanks pokazuje, że można być w pełni szczęśliwym bez tej ciągłej gonitwy za sukcesem, bez wyścigu szczurów. Można to szczęście osiągnąć bardzo ciężką, sumienną pracą, przy której szanuje się zarówno innych ludzi, jak i przyrodę. Można zapuścić korzenie w miejscu, z którego pochodzimy i nie trzeba ciągle gnać do przodu w poszukiwaniu wyzwań. Troska o przyrodę jest bardzo widoczna w tej książce i wprost ujmuje. A jednocześnie nie jest to wizja przesłodzona, niczym  z kolorowego sielskiego magazynu. Jest na wskroś realna. 
"To jest moje życie. Nie chcę innego" - ciekawa jestem jak wielu z nas jest w stanie tak szczerze to powiedzieć.





sobota, 18 marca 2017

Dziewczyna z daleka




Marzec nie jest szczególnie lubianym przeze mnie miesiącem, bo jest taki nijaki. Choć nie powiem, było kilka przepięknych dni, które sprawiły, że nabrałam wiatru w żagle. Ale to za co marzec lubię, to ciągle pojawiające się tulipany w naszym domu. Moje ukochane kwiaty, które zawsze wywołują mój uśmiech. Takie delikatne, bezpretensjonalne. Mogłabym przynosić je do domu całymi tonami. Najbardziej lubię te pastelowe, różowe i fioletowe, no i oczywiście białe. Wiosna idzie :) Tak bardzo się cieszę.

Ostatnie dni spędziłam z książkową nowością, której autorką jest Magdalena Knedler "Dziewczyna z daleka". Sam opis książki już zwrócił moją uwagę i zachęcił do czytania, bowiem uwielbiam książki z wątkiem historycznym, zwłaszcza te osadzone gdzieś w czasach pierwszej lub drugiej wojny światowej. 

Główna bohaterka jest bardzo wyrazistą osobą. Natasza ma prawie sto lat i werwę, której nie powstydziłaby się młoda dziewczyna. Potrafi siarczyście zakląć i jednym spojrzeniem ustawić wszystkich do pionu. Twarda i dość oschła kobieta, skrywa swoje tajemnice, które po wielu latach mają wreszcie ujrzeć światło dzienne. Natasza zabiera nas w podróż na przedwojenną Wileńszczyznę, a później na Syberię, ukazując realia wojny i okupacji. 

Od pierwszych stron nie mogłam się oderwać od książki. Bardzo dobrze napisana, poruszająca historia, która na długo zapadnie w mojej pamięci. Czytając takie książki zawsze ogromnie żałuję, że moi dziadkowie już nie żyją i nie mogę od nich słuchać takich opowieści, a również swoje przeżyli w czasie wojny. Osobiście czuję, że będzie to jedna z lepszych książek w tym roku. Ma ku temu olbrzymi potencjał. Moja przyjaciółka już czeka niecierpliwie, aby wyrwać mi ją z rak i zacząć czytać :)






poniedziałek, 13 marca 2017

Naucz się żyć




Ostatni weekend spędziłam bez moich chłopaków. Mimo, że chwile z rodziną są najważniejsze, to te kiedy mam czas tylko dla siebie cenie równie wysoko. Łapię wówczas oddech i zrzucam z siebie takie codzienne stresy związane z macierzyństwem. Każda mama wie chyba o czym mówię. Ja najczęściej spotykam się wtedy z przyjaciółką, wyskakuję na pyszną kawę na miasto, albo zajmuję się tym co lubię, ciesząc się spokojem i ciszą. 

Znam mamy, które mają wyrzuty sumienia zostawiając swoje dzieci i partnerów. A nawet takie, które wcale nie mają chwili dla siebie, z tego samego powodu. Ja tak nie potrafię, a tym bardziej nie mam żadnych wyrzutów sumienia, bo nasze mini rozłąki odbywają się zawsze z korzyścią dla wszystkich. Mamy czas odetchnąć od siebie, zrelaksować się i odrobinkę za sobą zatęsknić. Z takich chwil są same plusy.

Znalazłam też chwilę na czas z książką. Już za moment swoją premierę będzie miała książka Matsa i Susan Billmarków "Naucz się żyć". W pierwszym momencie myślałam, że to kolejna książka o hygge, bo przeczytałam na okładce "Poznaj skandynawski sposób na szczęście i naucz się żyć na nowo". Ale nie, to akurat zupełnie coś innego. Ten szwedzki bestseller został napisany już dwanaście lat temu i z tego co się dowiedziałam, to jest to już siedemnaste wydanie książki, która zdobyła ogromną popularność przez te wszystkie lata. 

"Jak często czujesz, że życie przecieka ci przez palce, że towarzyszy ci lęk i stres? Czasem w codziennym pędzie niepostrzeżenie tracimy radość, jaką dają nam proste, ale ważne rzeczy. Próbując sprostać oczekiwaniom innych, tłumimy uczucia i gubimy samych siebie."

Mats i Suzan napisali ten poradnik na podstawie własnych doświadczeń i na łamach książki podpowiadają jak zaakceptować siebie, szukać w życiu celów i pasji, jak pozbyć się niepokoju o przyszłość. Autorzy radzą, aby czytać książkę powoli i skupić się na tych rozdziałach, które najbardziej nas dotyczą. 

Znajdziecie tu ponad 20 krótkich rozdziałów, m.in.: tłumienie uczuć, piętno okresu dorastania, samoocena, stres, niepokój, lęk, poczucie winy, zdrowe myśli, irytacja i złość, komunikacja, sen, barwy i kształty dobrego samopoczucia. Ja chyba najbardziej skupiłam się na rozdziałach dotyczących stresu, zgubnego perfekcjonizmu i pozytywnego myślenia. 

Być może treść nie jest bardzo odkrywcza w wielu punktach, ale czasem taka inspiracja do działania, do zauważenia problemów, czy też chęci podjęcia pewnych zmian jest potrzebna, nawet jeśli gdzieś już o tym słyszeliśmy. To co najbardziej mi się podoba w książce to cytaty. Kilka z nich z całą pewnością będę wielokrotnie powtarzać. 








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...