środa, 8 lutego 2017

Górskie opowieści


Udało nam się pod koniec stycznia naładować akumulatory w naszych pięknych górach. Wyjazd do Zakopanego był tym, czego bardzo potrzebowaliśmy, żeby odetchnąć. Czekałam na niego z ogromną niecierpliwością, bo ostatni czas dał nam trochę popalić. Chociaż nie obyło się bez komplikacji. Mieliśmy jechać na cztery dni, ale z powodu pracy trzeba było przesunąć wyjazd o jeden dzień.

Czekało na nas boskie miejsce - VILLA 11 FOLK & DESIGN. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Idealne wnętrze, które łączy ze sobą tradycję i to co uwielbiam najbardziej, czyli styl skandynawski. Od razu poczułam się jak w domu. Każdy detal mnie zachwycał, doskonałe meble, dużo drewna, mnóstwo bieli i szarości, no i oczywiście przemiłe powitanie już od progu. Nasz pokój był przepiękny. Moje ukochane kolory, materiały, minimalizm, ciepło... i ten widok...chyba najpiękniejszy w całej VILLI 11. Zapierający dech widok na Giewont. Miejsce w których czujesz luksus bez nadęcia. 


Trafiliśmy na cudowną pogodę. Słońce od samego rana. Pobudka w takiej atmosferze to czysta przyjemność. Później pyszne śniadanie w VILLI. Ojjj powiem Wam, że bardzo mi brakuje tych śniadań...pysznie i różnorodnie. Do wyboru, do koloru, na słodko, na słono, na zimno, na ciepło. Miło tak nie musieć się zastanawiać, co tu zrobić maluchowi. Wszystko gotowe, pięknie podane...ooo tak :) 
VILLA to idealne miejsce, żeby się zrelaksować. Genialny pokój relaksu, w sam raz na wieczór z książką i herbatą. Jedyne z czego nie skorzystaliśmy to sauna - trochę nam już zabrakło czasu. Następnym razem z pewnością nadrobimy.



Dysponowaliśmy małą ilością czasu, więc nie udało się nam zbyt dużo pochodzić. Wybraliśmy się z Maksiem na Gubałówkę, żeby pokazać mu piękną panoramę Tatr. Mogłabym tam siedzieć i siedzieć. Śliczne słońce i wspaniałe widoki. Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzeba.

Obawiałam się o pogodę w czasie wyjazdu. Mimo, że miało być słonecznie, to prognozy zapowiadały spore mrozy. Zaopatrzyłam więc nasze walizki w ciepłe ubrania. Do mojej trafiły genialne ubrania marki BLUE ICEBERG. Jedne z najcieplejszych ubrań jakie mam. Sprawdziły się rewelacyjnie. Wełna islandzka, z której wykonane są np. czapka i komin, genialnie grzała. A w dodatku wszystko takie piękne. Na Islandii, skąd pochodzą ubrania, wiedzą jak zadbać o zmarźluchów takich jak ja.




W czasie całego wyjazdu chodziliśmy jeść do poleconej nam karczmy PRZY MŁYNIE. Znajduje się ona tuż za stacją BP, przy rondzie Jana Pawła II. Powiem Wam, że to był strzał w dziesiątkę. Pyszne jedzenie dzień w dzień syciło nasze brzuchy. Mogę Wam polecić wszystko, to co spróbowaliśmy, bo wszystko było pyszne: genialne pierogi ruskie, pyszne gołąbki w sosie grzybowym, placek zbójnicki, fenomenalna kwaśnica, golonka, rosołek, pomidorowa. A do tego pyszny miód pitny i grzane wino. Nigdy nie wyszliśmy głodni. Zawsze najedzeni i w dobrych humorach. Po godzinie 17-tej gra tam również kapela góralska, ale my akurat zawsze byliśmy dużo wcześniej, więc się nie załapaliśmy. Szkoda :) Przy następnej wizycie w Zakopanem z pewnością wrócimy w to miejsce.




Mieliśmy ochotę wjechać na Kasprowy. Jednakże skutecznie nas odstraszyła długość kolejki do kasy. Stało w niej grubo ponad 100 osób. Mały zaczął się awanturować, że on chce natychmiast i wizja tego, że awantura przerodzi się w histerię rosła z minuty na minutę. Co prawda jest też kasa tzw. ekspresowego wjazdu, czy też kupno biletów on-line. Jednak ta cena...tradycyjny wjazd dla naszej trójki kosztowałby 200 zł, co i tak uważam grubo za dużo. A ten ekspresowy 300 zł. Tak więc szybko przekalkulowaliśmy, czy warto fundować sobie takie atrakcje z szalejącym czterolatkiem, którego cierpliwość nie jest ostatnio mocną stroną i prawdopodobnie po chwili na górze chciałby zjeżdżać. No więc wybraliśmy się na wycieczkę w trochę innym kierunku.




Ostatnią kawę wypiliśmy w kawiarni STRH, która znajduje się na początku Krupówek. Generalnie unikaliśmy spacerów tą ulicą. Już minęły czasy, kiedy siedzenie na niej było dla mnie główną atrakcją. Teraz wolę górskie widoki i trochę mniejszy tłum :) Niemniej jednak, na początku Krupówek znajdziecie miejsce bardzo klimatyczne, z pięknym widokiem, gdzie zjecie pyszne ciasta i napijecie się smacznej kawy. Ciągle mam ochotę na ten boski jabłecznik, który tam serwują. Yummy!

Mimo krótkiego wyjazdu byliśmy zachwyceni. Bardzo się udało :) Odpoczęliśmy w pięknych i klimatycznych wnętrzach, najedliśmy się pysznych potraw, nacieszyliśmy oczy pięknymi widokami. Zaraz po przyjeździe wywołałam zdjęcia i teraz wieczorami wracam do tych cudownych wspomnień. Już tęsknię i nie mogę się doczekać kolejnej wizyty. Mam nadzieję, że nie będzie ona tak odległa :)





1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...