czwartek, 30 marca 2017

"To moje życie. Nie chcę innego" czyli opowieści z Krainy Jezior





Czy Wy też zawsze słyszeliście od rodziców, że najważniejsza jest nauka, nauka, i jeszcze raz nauka? No i żeby oczywiście skończyć jak najlepsze studia, żeby móc wyjechać najlepiej do stolicy...albo gdzieś za granicę do wspaniałej pracy. Od samego początku jesteśmy przekonywani do tego, że sensem naszego istnienia jest sukces, zysk, majątek, robienie zawrotnej kariery. Moi rodzicie ciągle mi to powtarzali, no i faktycznie skończyłam studia jedne z tych naj naj, nawet częściowo poza naszym krajem. Później poszłam do pracy i jedyne co mi przyświecało to zrobienie oszałamiającej kariery w zawodzie. Byle mieć więcej i lepiej. No i oczywiście najlepiej daleko od domu, bo tam będą lepsze możliwości. Byłam typem takiej paniusi na szpileczkach, jak to kiedyś stwierdziła moja znajoma. 

Od tego momentu minęło sporo czasu i sporo też się zmieniło. Kiedyś byłam totalnym mieszczuchem, a teraz z przyjemnością jadę na wieś i cieszę się izolacją od chaosu, ciągłego biegu. W tej chwili mogłabym się przeprowadzić na wieś. Zamienić szpilki na kalosze. Bardzo mi taka opcja odpowiada. Trochę też zmieniło się moje podejście do tego za czym powinniśmy "gonić".

Książka "Życie pasterza" Jamesa Rebanksa to coś dla osób, które szukają oderwania od tego życiowego pędu. To także świetna pozycja dla ludzi ceniących naturę i obcowanie z nią w codziennym życiu. To wydarzenie literackie, które podbiło serca milionów czytelników i zachwyciło najbardziej wymagających krytyków. James Rebanks porusza historią człowieka, który wbrew trendom odnalazł spełnienie w prostocie życia, wrócił z wielkiego miasta by pracować na farmie prowadzonej przez jego rodzinę od pokoleń.
"Dalsza edukacja była sposobem na ucieczkę stąd, ale my nie chcieliśmy uciekać, tak postanowiliśmy. Później zrozumiałem, że współczesne społeczeństwo przemysłowe ma obsesję na punkcie wyjeżdżania dokądś i dokonywania czegoś w życiu i przywiązuje do tych zjawisk niezwykłą wagę. Z tego sposobu postrzegania rzeczywistości wynika konkluzja, której zacząłem nienawidzić: że pozostanie w miejscu urodzenia i wykonywanie pracy fizycznej niewiele jest warte."
Rebanks pokazuje, że można być w pełni szczęśliwym bez tej ciągłej gonitwy za sukcesem, bez wyścigu szczurów. Można to szczęście osiągnąć bardzo ciężką, sumienną pracą, przy której szanuje się zarówno innych ludzi, jak i przyrodę. Można zapuścić korzenie w miejscu, z którego pochodzimy i nie trzeba ciągle gnać do przodu w poszukiwaniu wyzwań. Troska o przyrodę jest bardzo widoczna w tej książce i wprost ujmuje. A jednocześnie nie jest to wizja przesłodzona, niczym  z kolorowego sielskiego magazynu. Jest na wskroś realna. 
"To jest moje życie. Nie chcę innego" - ciekawa jestem jak wielu z nas jest w stanie tak szczerze to powiedzieć.





sobota, 18 marca 2017

Dziewczyna z daleka




Marzec nie jest szczególnie lubianym przeze mnie miesiącem, bo jest taki nijaki. Choć nie powiem, było kilka przepięknych dni, które sprawiły, że nabrałam wiatru w żagle. Ale to za co marzec lubię, to ciągle pojawiające się tulipany w naszym domu. Moje ukochane kwiaty, które zawsze wywołują mój uśmiech. Takie delikatne, bezpretensjonalne. Mogłabym przynosić je do domu całymi tonami. Najbardziej lubię te pastelowe, różowe i fioletowe, no i oczywiście białe. Wiosna idzie :) Tak bardzo się cieszę.

Ostatnie dni spędziłam z książkową nowością, której autorką jest Magdalena Knedler "Dziewczyna z daleka". Sam opis książki już zwrócił moją uwagę i zachęcił do czytania, bowiem uwielbiam książki z wątkiem historycznym, zwłaszcza te osadzone gdzieś w czasach pierwszej lub drugiej wojny światowej. 

Główna bohaterka jest bardzo wyrazistą osobą. Natasza ma prawie sto lat i werwę, której nie powstydziłaby się młoda dziewczyna. Potrafi siarczyście zakląć i jednym spojrzeniem ustawić wszystkich do pionu. Twarda i dość oschła kobieta, skrywa swoje tajemnice, które po wielu latach mają wreszcie ujrzeć światło dzienne. Natasza zabiera nas w podróż na przedwojenną Wileńszczyznę, a później na Syberię, ukazując realia wojny i okupacji. 

Od pierwszych stron nie mogłam się oderwać od książki. Bardzo dobrze napisana, poruszająca historia, która na długo zapadnie w mojej pamięci. Czytając takie książki zawsze ogromnie żałuję, że moi dziadkowie już nie żyją i nie mogę od nich słuchać takich opowieści, a również swoje przeżyli w czasie wojny. Osobiście czuję, że będzie to jedna z lepszych książek w tym roku. Ma ku temu olbrzymi potencjał. Moja przyjaciółka już czeka niecierpliwie, aby wyrwać mi ją z rak i zacząć czytać :)






poniedziałek, 13 marca 2017

Naucz się żyć




Ostatni weekend spędziłam bez moich chłopaków. Mimo, że chwile z rodziną są najważniejsze, to te kiedy mam czas tylko dla siebie cenie równie wysoko. Łapię wówczas oddech i zrzucam z siebie takie codzienne stresy związane z macierzyństwem. Każda mama wie chyba o czym mówię. Ja najczęściej spotykam się wtedy z przyjaciółką, wyskakuję na pyszną kawę na miasto, albo zajmuję się tym co lubię, ciesząc się spokojem i ciszą. 

Znam mamy, które mają wyrzuty sumienia zostawiając swoje dzieci i partnerów. A nawet takie, które wcale nie mają chwili dla siebie, z tego samego powodu. Ja tak nie potrafię, a tym bardziej nie mam żadnych wyrzutów sumienia, bo nasze mini rozłąki odbywają się zawsze z korzyścią dla wszystkich. Mamy czas odetchnąć od siebie, zrelaksować się i odrobinkę za sobą zatęsknić. Z takich chwil są same plusy.

Znalazłam też chwilę na czas z książką. Już za moment swoją premierę będzie miała książka Matsa i Susan Billmarków "Naucz się żyć". W pierwszym momencie myślałam, że to kolejna książka o hygge, bo przeczytałam na okładce "Poznaj skandynawski sposób na szczęście i naucz się żyć na nowo". Ale nie, to akurat zupełnie coś innego. Ten szwedzki bestseller został napisany już dwanaście lat temu i z tego co się dowiedziałam, to jest to już siedemnaste wydanie książki, która zdobyła ogromną popularność przez te wszystkie lata. 

"Jak często czujesz, że życie przecieka ci przez palce, że towarzyszy ci lęk i stres? Czasem w codziennym pędzie niepostrzeżenie tracimy radość, jaką dają nam proste, ale ważne rzeczy. Próbując sprostać oczekiwaniom innych, tłumimy uczucia i gubimy samych siebie."

Mats i Suzan napisali ten poradnik na podstawie własnych doświadczeń i na łamach książki podpowiadają jak zaakceptować siebie, szukać w życiu celów i pasji, jak pozbyć się niepokoju o przyszłość. Autorzy radzą, aby czytać książkę powoli i skupić się na tych rozdziałach, które najbardziej nas dotyczą. 

Znajdziecie tu ponad 20 krótkich rozdziałów, m.in.: tłumienie uczuć, piętno okresu dorastania, samoocena, stres, niepokój, lęk, poczucie winy, zdrowe myśli, irytacja i złość, komunikacja, sen, barwy i kształty dobrego samopoczucia. Ja chyba najbardziej skupiłam się na rozdziałach dotyczących stresu, zgubnego perfekcjonizmu i pozytywnego myślenia. 

Być może treść nie jest bardzo odkrywcza w wielu punktach, ale czasem taka inspiracja do działania, do zauważenia problemów, czy też chęci podjęcia pewnych zmian jest potrzebna, nawet jeśli gdzieś już o tym słyszeliśmy. To co najbardziej mi się podoba w książce to cytaty. Kilka z nich z całą pewnością będę wielokrotnie powtarzać.